Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lawendowa Chatka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lawendowa Chatka. Pokaż wszystkie posty

14 marca 2010

Zmierzch lata, czyli dziewięć miesięcy za nami

Ależ ten czas galopuje! Dni mijają strasznie szybko, zwłaszcza odkąd zmieniliśmy kalendarze na tutejsze.
Wydaje się jakbyśmy zupełnie niedawno witali Nowy Rok na plaży, a tu... Wielkanoc za pasem. Tryb pracy full time (na pełny etat) (plus dojazdy autobusem...) pozostawia mały margines na nowiny i nie ukrywam, że powoduje to spory niedosyt. Z drugiej strony - staramy się celebrować weekendy i wolne dni.

Od pierwszego marca trwa jesień - pierwszy tydzień był niesamowity, bo spadła temperatura i wiało nieprzyjemnie zimnymi podmuchami znad oceanu. W dzień słońce już wróciło, w ten weekend nawet z powrotem wyskoczyliśmy ponad 30 stopni, ale noce są już zimne tj. poniżej 20 stopni. Chłodny wiaterek też wieje przez większość czasu. (Oczywiście wszystko naokoło krzyczą, że zdziwiam i jakie tam chłodno ;-). Dziś niby znowu spaliśmy z włączonym w sypialni wiatrakiem, ale z kołdrą przeprosiliśmy się już jakiś tydzień temu ;-)

Wczoraj wieczorem byliśmy na koncercie - VIII Symfonii G. Mahlera zwanej Symfonią Tysiąca. W ten sposób dobiegł końca słynny (ekhm, ekhm, na tutejszą skalę) Festiwal Adelajdzki, którego Mahler był godnym podsumowaniem. Koncertowi i festiwalowi poświęcę jednak osobny post.

Projekty w Lawendowej Chatce: nieustannie toczy się jeden projekt w odcinkach (coś na kształt Dynastii, tylko na żywo), czyli Najmilszy walczy uparcie i niezmordowanie z równie upartymi mrówkami w domu. Niesamowite, jakie one są sprytne ;-)

Od Lawendowa Chatka2

Ja znów powyrywałam wszystko, co uschło i założyłam nową wersję ogródka ziołowego, bo upały już chyba za nami. Dwa awokado dostały nowe doniczki i powędrowały na zewnątrz. Wymyśliłam sobie 'grządkę' z trzykrotki na obramowanie trawnika i wsadziłam do ziemi pierwszą partię, poza tym w końcu nagrandziliśmy (ale ciiiiiiiii, bo to kosztuje $5,000 kary) oleandrowe patyki w trzech kolorach - czekam na korzenie i planuję wsadzić w ogrodzie.

Od Lawendowa Chatka2
Od Lawendowa Chatka2
Od Lawendowa Chatka2

Kupiliśmy też fajny daszek na słupach i dzięki Mistrzowi Projektów zyskaliśmy jakby-nowy-pokój ;-)) Okazał się fantastycznie zgodny z charakterem Lawendowej Chatki i bardzo miło się tam teraz siedzi i popija ;-)) Na przykład domową lemoniadę ;-))

Od Lawendowa Chatka2
Od Lawendowa Chatka2

Czy pisałam już, że... zamordowaliśmy nasze domowe zwierzątka vel dziewczyny anorektyczki? Tak, po prawie trzech miesiącach stwierdziliśmy ze smutkiem, że styczniowa fala upałów ugotowała dziewczyny, bo słońce mija nasz dom teraz pod innym kątem i dawny cień już nie pada tam, gdzie padał... W ramach gwarancji (tak tak!) mają przysłać nowe 1000 zwierzątek, ale im jakoś powoli idzie, więc musimy chyba sami podjechać do sklepu.

Koty są już zamikroczipowane i zarejestrowane na specjalnej liście, najszczęśliwsze wtedy, kiedy otworzy im się drzwi frontowe - ogród za domem jest dla nich znacznie mniej atrakcyjny. Aganiok pasjami wędruje po drzewach sąsiadki, dwa razy go ściągałam stojąc na krześle, łapiąc za łapę i targając na klatę (obyło się bez szkód, jak dotąd, odpukać). Popiołek jest wzorcem i starszym bratem, ale już tłuką się na równych prawach, a nie jak dorosły z dzieciakiem.

Od Lawendowa Chatka2
Od Lawendowa Chatka2
Od Lawendowa Chatka2

14 października 2009

Kolejna trzynastka, czyli bilans za czwarty miesiąc

Minął trzynasty dzień października, dziś nauczyciele w starej ojczyźnie mają swoje święto (tu wysyłamy wirtualne uściski dla Zasłużonej Pani Dyrektor Pewnego Przedszkola ;-), a my możemy pokusić się o kolejny bilans sumujący czwarty już miesiąc naszego pobytu w nowej ojczyźnie.

Na szczęście pomogły kciuki Niezawodnych Sióstr i spełniło się kilka marzeń dotyczących czwartego miesiąca:
- trwa nauka Najlepszego z Mężów uzupełniana o zlecenia dające dochody nieduże, ale w miarę stałe i obecnie wystarczające,
- ja znalazłam pracę i jak na razie pracuję na pełny etat w ramach trzymiesięcznego kontraktu na stanowisku zbliżonym do tego, jakie planowałam,
- Popiołek stopniowo zmienia się z blokowego nieśmiałka w Kota-z-Domu-z-Ogrodem (odwiedza sąsiadów podczas wieczornych spacerów, zamiast woreczkowych supełków aportuje patyki z ogrodu, obserwuje ptaki z coraz mniejszej odległości).
- Lawendowa Chatka pięknieje i roztacza swój czar, a ogród wychodzi na prostą.

Czasu niby wystarcza, ale chciałoby się mieć go więcej, zwłaszcza aby spędzać go razem. Coraz bardziej doceniamy weekendy, jako wynagrodzenie i czas wypoczynku po tygodniu pracy.

Od Lawendowa Chatka_2009_08_2009_12
Od Lawendowa Chatka_2009_08_2009_12

Dumą napawa mnie szybkość asymilacji Najmilszego z Mężów - odwiedza przeróżne miejsca, gdzie skutecznie załatwia kolejne sprawy. A to przyczepę ziemi do ogrodu przywiezie, a to narzędzia sobie uzupełni, a to załatwi sprawy w banku - super: problem językowy nie istnieje w stopniu, który uniemożliwiałby samodzielne funkcjonowanie tutaj ;-)) Dodając do tego systematyczne wizyty w szkole i słuch muzyczny (oraz motywację, jaka płynie z pewnego zakładu... ;-) zaczynam liczyć dni, kiedy będzie mówił nie tylko płynnie i swobodnie na każdy temat, ale i bez cienia staroojczyźnianego akcentu ;-))

Szkoda, że wiosna nadal marudzi i że nie jest tak ciepło i słonecznie jak było w zeszłym roku i jak zwykle bywa o tej porze tutaj...

Odebraliśmy meble, które oczarowały mnie w sklepie dawno temu od pierwszego wejrzenia, co na szczęście poparł Najlepszy z Mężów. Łóżko spisuje się znakomicie, ale nie byłoby to możliwe bez materaca (rodzima produkcja i strzał w dziesiątkę), ani bez absolutnie genialnej pościeli. Dodatkowe szuflady też mają swoje ogromne znaczenie na naszej drodze ku Domowi Uporządkowanemu ;-))
Kolejny piękny mebel czeka na Mistrza Projektów, aby przywrócił mu świetność pewnie większą niż kiedykolwiek ;-) Koncepcja się krystalizuje, a czas nadchodzi ;-))

Od Lawendowa Chatka_2009_08_2009_12
Od Lawendowa Chatka_2009_08_2009_12
Od Lawendowa Chatka_2009_08_2009_12
Od Lawendowa Chatka_2009_08_2009_12
Od Lawendowa Chatka_2009_08_2009_12

W ogrodzie drzewka cytrusowe nie dają się zimnu i wiatrom (chociaż straciły sporo liści i kwiatów... Na szczęście mają sporo malutkich zawiązanych owocków ;-), truskawki produkują kolejne kwiatki, z pewną dozą nieśmiałości, ale jednak, widać też pierwsze małe zielone owocki ;-) Dosiana trawa oraz pestki w doniczkach na razie zbiera się w sobie, za to rośliny niechciane, czyli chwasty, a przede wszystkim fasola ze słomy, która miała być tylko wyściółką, rozkrzewiają się niewzruszone spóźniającą się wiosną.

Od Lawendowa Chatka_2009_08_2009_12
Od Lawendowa Chatka_2009_08_2009_12
Od Lawendowa Chatka_2009_08_2009_12
Od Lawendowa Chatka_2009_08_2009_12
Od Lawendowa Chatka_2009_08_2009_12

Udało się zakupić fontannę z pompką na energię słoneczną, ale na razie częściej jest wyłączona niż włączona, z powodu kaprysów pogody i niedoboru słońca.
Planowana rozbudowa fontanny i projekt w piątej beczce czekają na słoneczną odmianę.
Jeden ze storczyków przekwitł już zupełnie, drugi kończy kwitnienie - niedługo trafią na wakacje do ogrodu, ale jeszcze na to za wcześnie i za chłodno ;-)

Od Lawendowa Chatka_2009_08_2009_12
Od Lawendowa Chatka_2009_08_2009_12
Od Lawendowa Chatka_2009_08_2009_12

Lawenda wyraźnie rozważa kolejną fazę kwitnienia, na razie najbardziej widać... niezdecydowanie. Wyczytałam, że lubi wapienne podłoże, więc obłożyłam roślinki muszlami znalezionymi nad oceanem. I co? I brakło mi muszli ;-))

Od Lawendowa Chatka_2009_08_2009_12
Od Lawendowa Chatka_2009_08_2009_12

Rowery sprawują się super, do kasków już przywykliśmy.

Plany na kolejny miesiąc? Między innymi:

- Zrealizować wymyślone pomysły okołodomowe.
- Zobaczyć nowe nieodwiedzone jeszcze miejsca.
- Kontynuować rowerowe odkrycia.
- Rozpocząć serię samochodowych wycieczek wiosennych wokół Adelaide.

14 września 2009

Trzeci miesiąc przeminął z wiatrem

Kolejny, trzeci miesiąc za nami, co oznacza kolejny bilans.

Miesiąc minął nam niepostrzeżenie i pod hasłem udomawiania Lawendowej Chatki.

Po opisywanych tu zmaganiach szczęśliwie odebraliśmy nasze rzeczy przysłane z Polski.
Najwięcej czasu zajęły nam porządki, rozpakowywanie i rozlokowywanie rzeczy w nowym domu oraz... zakupy.
Odwiedziło nas kilku fachowców, którzy lepiej lub gorzej uporali się ze stwierdzonymi przez nas usterkami.  Sporo rzeczy naprawił, wykonał i usprawnił Najlepszy z Mężów.
Po raz pierwszy mieszkamy w domu z ogrodem, więc 'zielone roboty' dołączyły do domowych zajęć.  Miły Mój nadal doprowadza ogród do stanu 'dumy i zadbania' ;-), a ja upiększam kąciki ;-))
W kwestii tysiąca zwierzątek domowych wyraźnie przekroczyliśmy tutejsze normy, albo w naszym wiaderku trafiły się same dziewczęta-anorektyczki.  I nic nie pomoże wiedza z biologii, że dżdżownice to obojnaki - nasze się ewidentnie odchudzają ;-)  Chyba dokupimy kolejny tysiąc, bo produkujemy całkiem sporo zielonych odpadków, których nasza farma w obecnym stanie nie nadąża przerabiać ;-))  Od domowego kompostu dzieli nas jeszcze parę miesięcy, ale płynny nawóz do podlewania zwierzątka już produkują ;-))

Szkoła nadal cieszy i rozwija Miłego Mego.  Dziś po południu studenci piszą test sprawdzający ich postępy poczynione w trakcie tego semestru.  Trzymam więc kciuki, a Miły już się cieszy na krótkie wakacje, które zaczną się w przyszłym tygodniu.

Ja nadal szukam pracy, skończyłam moje spotkania z mentorem, który stwierdził, że już niczego więcej nie jest w stanie mi doradzić, że wiem i umiem już wystarczająco dużo, aby skutecznie zakończyć etap rekrutacji...  Zobaczymy, czy ma rację i jak długo jeszcze potrwają moje poszukiwania...

Dziś zaczynamy czwarty miesiąc pobytu tutaj.  Jutro wraca do nas Popiołek.  W najbliższą sobotę odbędzie się Parapetówka.
Mam nadzieję, że nadchodzi czas znalezienia stałej pracy i że już niedługo rytm dzienny w naszej chatce się ureguluje.

Pogoda w czasie ostatniego miesiąca nie skąpiła deszczu i zimna, sporo wiało, chociaż słońce pokazywało się coraz częściej i grzało coraz bardziej w zgodzie z tutejszymi standardami.  Wiosna rozkręca się powoli, nie wybucha zielonością jak w starej ojczyźnie, za to nadrabia aktywnością ptaków ;-))
Nasz ogród powoli zaczynają odwiedzać papugi, a ja poluję na fontannę ogrodową z pompką na baterię słoneczną i... idzie mi na razie raczej średnio - wrrrrr...  Na razie najwięcej ofert znalazłam... w USA...
Przywieźliśmy już do domu wyczekiwanych zielonych gości, ale poczekajcie jeszcze trochę cierpliwie Drodzy Czytelnicy - pokażę gości, jak tylko skończymy ich zielone domki ;-))

30 sierpnia 2009

Oficjalne przedstawienie

Nadszedł czas, kiedy możemy oficjalnie przedstawić nasz nowy dom - jego nazwa zjawiła się sama, jak to zwykle przy takich okazjach się dzieje. Dla nas ten dom nazywa się Lawendową Chatką, czyli The Lavender Cottage.
Nazwę podsunął zarówno charakter domu, jak i zastana kolorystyka, resztę podkreślimy sami ;-)

Od Lawendowa Chatka
Od Lawendowa Chatka
Ze specjalną dedykacją dla Jednej z Czytelniczek kilka fotek z serca domu:
Od Lawendowa Chatka
Od Lawendowa Chatka
Od Lawendowa Chatka

Na swoją kolejkę czekają doniczki z ziołami - na razie mamy dla nich wybrane nasłonecznione miejsce od strony ogrodu za domem, brak jeszcze 'korytka', w którym umieścimy doniczki.
Inne pomysły będziemy realizować stopniowo wraz z rozkwitem wiosny ;-)

Na zdjęciu powyżej po lewej stronie rozświetlone okno łazienki, po prawej - Męskie Królestwo zwane czule Socjalem. Zaglądam tam rzadko i czuję się jak gość ;-)

W tej chwili trwa tam kolejna konsultacja z serii nie międzymiastowych, nie międzynarodowych nawet, ale międzykontynentalnych! Najlepszy z Teściów udziela rad Najlepszemu z Synów, co zrobić, aby lodówka otrzymana w darze i przeznaczona do Socjalu zaczęła w końcu działać. Podczas transportu coś jej się ewidentnie odwidziało, a szkoda, bo Socjal bez lodówki to już zupełnie nie to samo ;-))

25 sierpnia 2009

Udomawianie przestrzeni

Trwają prace w środku. Powstaje kuchnia - górne szafki mają już wyklejone półki - może wjeżdżać szmaragdowy komplet oraz kubki i filiżanki. Zawiasy dokręcone, drzwiczki wyrównane, wszystko się ładnie zamyka i otwiera. Kolejny etap to dolne szafki, gdzie trafi najpierw 'wykładzina', a potem gary.
Ekspres do kawy zyskał nowoojczyźnianą wtyczkę, zakupiliśmy także tutejszą kawę (dwie wersje smakowe do przetestowania ;-) Pozostałe wtyczki czekają na użycie w kolejnych staroojczyźnianych sprzętach.

Od Lawendowa Chatka
Od Lawendowa Chatka_2009_08_2009_12

Pralka i suszarka przetestowane - suuuper zakupy. Lodówka też dzielnie pomieściła typową porcję zakupów spożywczych ;-)

Ogród na razie czeka na swą kolej, bo niestety popsuła się pogoda. Zima postanowiła pokazać, że jeszcze nie minęła - zaliczyliśmy drugi dzień z temperaturą około 10 stopni, z porywistym zimnym wiatrem i nieprzyjemnym deszczem - super, że pada, bo tu wody nigdy nie za dużo, ale żeby chociaż nie było tak zimno...
Warunki na zewnątrz na razie wykluczają użycie środka chwastobójczego - musi przestać padać deszcz, bo inaczej środek zostanie wymyty.
W związku z powyższym moje wyczekane zielone zakupy jeszcze się nie odbyły - buuuuu...

Mieliśmy dzisiaj wirtualnego Gościa - dzięki Skype Nasza Mama przespacerowała się z nami po nowym domu. Bardzo miłe odwiedziny (i można nie mieć ciasta ;-).

23 sierpnia 2009

Nowy dom zamieszkany

W piątek późnym popołudniem Najmilszy z Mężów zadecydował, że czas jechać do nowego domu i zamieszkać w nowym miejscu. Zabraliśmy rzeczy, które Volvik dzielnie pomieścił w swym wnętrzu i pojechaliśmy. Ahoj, Przygodo!

Od Lawendowa Chatka
Od Lawendowa Chatka

Po tygodniu obfitującym w wydarzenia i emocje, energii wystarczyło nam już tylko na wyniesienie rzeczy z samochodu, na ubranie nowej sofy w pokrowce i uzupełnienie jej świeżo wypraną pościelą, na megaszybką herbatkę i marsz do łóżka, by wyśnić swój pierwszy sen na nowym miejscu.
Miły Mój zasnął błyskawicznie, a ja leżałam wsłuchując się w nowy dom i nowe sąsiedztwo; sen przyszedł nad ranem, ale nie było w nim nic wartego zapamiętania...

W sobotę wróciliśmy na Sandison na ostatnie porządki i pożegnalne kiwnięcie głową, a w drodze powrotnej odebraliśmy ze sklepu zakupione już parę tygodni temu rowery. Tak jak my czekały na nowy dom, bo wtedy obiecaliśmy je odebrać ze sklepu.

Po południu przyjmowaliśmy pierwszych gości. Przy okazji przeprowadzki zjawił się niezawodny Łukasz B. ze swoimi Pięknymi Paniami, wpadła też Dorota z Dwójką Przystojniaków ;-)
Dom ciągle pełen zamieszania, rzeczy czekają na swoje miejsca w poszczególnych pomieszczeniach, trwają porządki, instalacje i drobne przeróbki, ale miejsce już roztacza swój czar ;-))
Nowy dom ma już swoją nazwę, ale na razie jej nie zdradzę - poczekam aż będzie wiadomo, skąd nazwa się wzięła ;-))

Od Lawendowa Chatka_2009_08_2009_12
Od Lawendowa Chatka_2009_08_2009_12
Od Lawendowa Chatka
Od Lawendowa Chatka

Opadły już emocje po zamieszaniu związanym z tropieniem i odbijaniem naszych paczek. Sporo nerwów, smutnych rozczarowań brakiem profesjonalizmu... - te wysokie koszty przesłania jednak ogromna radość, że oto spory kawałek naszego dotychczasowego życia został przeniesiony i zaczyna się wtapiać w nasze nowe życie i naszą nową ojczyznę. Ze ściany uśmiecha się anioł - ulubiony prezent ślubny, w kącie prawie mruczą drewniane koty, nad kominkiem wśród stada innych stoi srebrny słonik wskazując trąbą słońce za oknem, walizki leżą już puste na półkach w szafie.

Kuchnia to ambitny plan na nowy tydzień, bo szafki i szuflady wymagają sporej porcji pracy - czyszczenia, wyłożenia półek nową wyściółką i regulacji zawiasów.

Od Lawendowa Chatka

20 sierpnia 2009

Nowy dom - kolejny krok

Przeprowadzka niby trwa, choć dziś do południa popychaliśmy sprawy paczek w porcie, a potem przyglądaliśmy się montażom. Do nowego domu dojechał dziś ze starego tylko odkurzacz ;-)

Wysyłka rzeczy z Polski obfitowała w przygody i emocje aż do ostatniej chwili, ale tu niestety nie jest inaczej...
Mimo obietnic ze strony przewoźnika z Polski, nikt się z nami nie skontaktował w sprawie odbioru naszych rzeczy z portu, więc sami zaczęliśmy dzwonić i ustalać, gdzie rzeczy są oraz jak i skąd je możemy odebrać.
Najpierw zadzwoniliśmy do Polski, gdzie 'nasz pan' niestety przebywa na urlopie, a pani, która z nami rozmawiała bez ceregieli odesłała nas do firmy w Australii, bo 'przewoźnik z Polski wysłał rzeczy zgodnie z umową', czyli w domyśle - już nie jesteśmy ani ich klientami, ani ich kłopotem i mamy sobie radzić sami. Namiary na firmę w Australii mamy sobie również znaleźć sami (wbrew pozorom nic jednoznacznie nie wynika z otrzymanych od polskiego przewoźnika dokumentów! Znalazła się tam tylko jedna żółta karteczka Post It z adnotacją - dokumenty uprawniające do odbioru rzeczy w porcie).
W dokumentach po stronie australijskiej wymieniona jest firma z główną siedzibą w Sydney, więc zadzwoniliśmy do nich - pierwszy pan - super kompetentny, mimo jakiegoś zamieszania w papierach odnalazł nasze paczki, podał nam numer referencyjny sprawy i obiecał, że przekaże sprawę do docelowego agenta. Docelowy niestety okazał się dużo mniej kompetentny, jakiś taki tajemniczy i nękany przez dziwne kłopoty natury technicznej - ani on skutecznie nie mógł do nas wysłać maila, ani te ode mnie rzekomo do niego nie dochodziły... I tak mijały dni...

Tu przeskoczę spory kawał zmarnowanego czasu aż do wczoraj, kiedy to po południu sami pojechaliśmy w stronę portu poszukać naszych rzeczy.
Najpierw AQIS - kwarantanna, skąd miła pani wysłała nas, wyposażonych w mapkę i wskazówki, do Wydziału Celnego (AQIS jest dopiero drugi w kolejności, więc powiedziała nam przed odjazdem do zobaczenia).
Tam los się do nas uśmiechnął i wstawił w zasięg wzroku niejakiego Granta. Grant obejrzał nasze dokumenty (na wstępie zapytał o numer kontenera, którego nie mogłam znaleźć w dokumentach, po czym... sam też go nie znalazł), a jego ciekawość rosła, w miarę jak przeszukiwał bazę danych.
Następnie zaczął dzwonić: najpierw do naszego agenta w Sydney, który przede wszystkim się zdenerwował z powodu naszej samodzielności i być może z tego zdenerwowania... podał zły numer kontenera, w którym rzekomo były nasze dwie zaginione palety, a potem do firm w Adelajdzie, które zwykle rozpakowują kontenery i przewożą do swoich magazynów. Grant podejrzewał cztery firmy i... trafił za drugim razem, ale telefonów wykonał dużo dużo więcej, bo okazało się, że od agenta z Sydney poziomów podzleceń między firmami było... sześć. I za każdym razem kolejny rozmówca się dziwił, dlaczegóż to my nic nie wiemy i że to dziwne, że nikt do nas nie zadzwonił...

Podsumowując: dzięki pomocy, życzliwości i kompetencji Granta, dzięki jego pozycji zawodowej i znajomości właściwych osób już po godzinie (!) wyjaśniania tajemniczych zakrętasów rzeczy się znalazły w jednym z magazynów, dokumenty zostały podbite jako załatwione w Wydziale Celnym, a my dostaliśmy kartkę ze wskazówkami na kolejny dzień: mamy jechać do AQIS, aby dokonać inspekcji z urzędnikiem z kwarantanny, a potem do magazynu, gdzie są nasze rzeczy, do konkretnej osoby, której imię i numer telefonu Grant napisał nam na tej samej kartce, po wcześniejszej rozmowie z tą osobą. Dla pewności dodał swój numer telefonu, abyśmy zadzwonili, jak coś się znowu popląta.
Uśmiech Granta mówił więcej niż słowa, które niedopowiedziane do końca nie przekroczyły linii poprawności politycznej, trochę udało nam się podsłuchać w fazie poszukiwań prowadzonych w głębi biura za przepierzeniem, gdzie siedzieli inni pracownicy...
Nie wyobrażam sobie, co by było, gdybyśmy te telefoniczne poszukiwania mieli prowadzić sami, a gdybyśmy się zdali na agenta z Sydney, to spełnilibyśmy przede wszystkim jego oczekiwania (opłata za usługi) i pewnie sporo zapłacili za usługi podzlecone (bezpłatnie rzeczy przechowywane są w magazynie przez pierwsze trzy dni po wejściu do portu, potem płaci się za każdy dzień składowania).
Na jutro mamy umówioną inspekcję rzeczy w magazynie odnalezionej przez Granta firmy (pan z karteczki) z urzędnikiem z AQIS, gdzie byliśmy dzisiaj rano i to załatwiliśmy. Inspekcja mogła się odbyć dziś, ale my ją przełożyliśmy na jutro ze względu na umówione wcześniej montaże w nowym domu.

Końcowy wynik całej akcji (oraz wystawione rachunki) zobaczymy (mam nadzieję) jutro, ale z dotychczasowych doświadczeń wynika, że osoba posiadająca powyższe informacje jest w stanie załatwić całą sprawę w czasie niepłatnych trzech dni w magazynie ;-)) Zainteresowanych odsyłam do Notesu ;-))

Kiedy wyszliśmy z AQIS zadzwonił do nas pan, który za kilka godzin miał nam przywieźć lodówkę. Zadał kilka pytań i... wywołał zamęt, bo lodówka w kuchni zmieści się, a jakże, tyle że... przez żadne drzwi nie da się jej przecisnąć do wnętrza domu - yyyyyyy... Moje szczęście, że lodówkę kupowaliśmy we dwoje z Miłym Mym ;-))
Nasz Domowy Manager d/s Logistyki i Spraw Technicznych z Zawiłymi na Czele wymyślił, że należy... rozmontować przesuwne drzwi od strony ogrodu. Popędziliśmy zatem najpierw do sklepu, by na żywo po raz kolejny zmierzyć lodówkę, a potem do innego sklepu po sprzęt do demontażu i ponownego montażu ;-)
Tym sposobem jesteśmy lżejsi o pewną sumkę, ale za to w/w Manager ma do swej dyspozycji Rolls Royce'a wśród wiertarek oraz nitownicę (wyobraźcie sobie mnie w tym sklepie między półkami w roli tłumacza ;-)) jasne, że nity należą do podstawowego słownictwa, prawda? ;-))

Efekt - lodówka stoi w korytarzu obok kuchni (co w sumie okazało się lepszym rozwiązaniem), a ponownie zamontowane drzwi działają w pełni jak powinny, zamiast tak jak wcześniej ;-)

Od Lawendowa Chatka
Od Lawendowa Chatka
Od Lawendowa Chatka

Drugi montaż przebiegł bez niespodzianek. Mnie urzekło najbardziej urocze zestawienie napisów na sprzętach, które jechały na przyczepce. Nazwa znakomitej firmy, a tuż obok mniej więcej tej samej wielkości czcionką wypisane na kartce moje nazwisko ;-)

Od Lawendowa Chatka_2009_08_2009_12

Poznaliśmy dziś kolejną sąsiadkę - Julię, po czym zafundowaliśmy sobie nagrodę za dzisiejsze postępy w postaci noodle box na Jetty Road.
W głowach mamy jedno: to będzie fajowy dom ;-))

18 sierpnia 2009

Nowy dom

Umowa podpisana = dom został wynajęty.

Ruszył przewóz rzeczy: na miejscu stoi już stół i krzesła oraz 'imprezowa' lodówka, która czeka na włączenie w czwartek. Jutro dzień podłączenia prądu. W czwartek umówione dwie instalacje ;-)
Gorzej, że rzeczy, które już wpłynęły do Adelajdy, utknęły w porcie i nie wiemy jeszcze, kiedy uda się je stamtąd odebrać. Agent zapowiedział beztrosko, że ta operacja może potrwać nawet do dziesięciu dni (!!!), a my w pełni wyposażone mieszkanie opuszczamy... w piątek. Czyżby czekało nas żywienie się poza domem??? Mamy obecnie wyciskarkę do cytrusów, dwie miski, chochelkę, wirówkę do sałaty i lampki do wina ;-), reszta w pudłach w porcie ;-)

Od Lawendowa Chatka_2009_08_2009_12

Dziś miłą niespodziankę zrobili nam Panowie z firmy ogrodniczej, którzy na zachętę i na dzień dobry (tym razem opłaceni przez właściciela domu) zrobili porządek z zaniedbanym ogrodem. Porządek nie potrwa jednak zbyt długo, jeśli ta sama firma (już opłacona przez nas ;-) nie wkroczy znowu: nie zrobi porządku z rozszalałymi chwastami (coś a'la Randap) i nie nadsypie mieszanki kory i kompostu na sporym kawałku wzdłuż płotu, gdzie rosną drzewka i krzewy (słowem: na obszarze poza chodnikiem i trawnikiem ;-). Hmmmm...

Od Lawendowa Chatka_2009_08_2009_12
Od Lawendowa Chatka_2009_08_2009_12