Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczki. Pokaż wszystkie posty

9 czerwca 2013

Zimowe spacery - ... i poza miastem

Na niedzielę przedstawiłam propozycje pozamiejskie ;-), a raczej: propozycje z obrzeży Adelajdy, bo administracyjnie to nadal obszar metro, czyli miejski ;-)

Wybór padł na park krajobrazowy Morialta (w języku Aborygenów z plemienia Kaurna Morialta oznacza 'biegnąca woda').  Wąwóz z trzema wodospadami przecina system szlaków spacerowych o różnym stopniu trudności.  My odwiedziliśmy to miejsce po raz pierwszy (i, mamy nadzieję, jeden z wielu) i wybraliśmy jedną z szerokich pętli.

Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5

Od Zdjęcia_Bloggera_5
Park Morialta leży około 10 kilometrów na północny-wschód od centrum Adelajdy na terenie, który był kiedyś własnością prywatną, i który właściciel przekazał miastu dla stworzenia publicznego rezerwatu przyrody.  Śmialiśmy się, że to nowoojczyźniana wersja wycieczki do Ojcowa, czy w podkrakowskie Dolinki.

Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5

Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5

Pogoda znowu była po naszej stronie :-)  Nad głową mieliśmy nieco zachmurzone niebo, ale słońce dzielnie świeciło przez cały dzień, a bardziej strome fragmenty szlaku powodowały, że rozsuwaliśmy zamki bluz :-)
Widoki przepiękne, w powietrzu zapach eukaliptusów i kwitnącej na biało rośliny, której słodki zapach kojarzył nam się z kwitnącą lipą.
Zabawne, bo tłem naszego zimowego spaceru była soczysta zieleń świeżej trawy, koniczyny i mchu.
Wodospady przyjeżdża się tu oglądać od późnej jesieni do wiosny - w lecie trwa 'pora sucha' - wodospady mają wolne ;-)

Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5

Dzisiejszy spacer zajął nam około trzy godziny.  Z licznymi przerwami na napawanie się widokami i robienie zdjęć.  Ze ścieżki schodzi się na liczne punkty widokowe.  Można skręcić i dojść bliżej do wodospadu, można zejść na dno wąwozu, czy też zajrzeć do wnętrza 'jaskini' ;-)

Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5
Do parku przyjeżdża się samochodem i stąd, z dużego parkingu rusza się w wybraną stronę.
Niektórzy chodzą, niektórzy biegają, jeszcze inni wspinają się na skałki.

Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5

Mijaliśmy ludzi w różnym wieku, w różnych butach ;-), większość robiła zdjęcia, niektórzy mieli lornetki, bo w Morialta żyje wiele gatunków ptaków.
Aaaaa, no i jeszcze jeden bonus: dzisiejszy spacer 'otworzyły' i 'zamknęły' koala - jeden spał na drzewie niedaleko miejsca, gdzie zaparkowaliśmy, drugiego wypatrzyliśmy tuż przy końcu trasy.

Od Zdjęcia_Bloggera_5

My sobie spacerowaliśmy nowoojczyźnianą zimową porą, a gdzieś tam daleko, w starej ojczyźnie padał deszcz i kolejne obszary zalewała woda...

8 czerwca 2013

Zimowe spacery - w mieście...

W czerwcowy długi weekend świętujemy urodziny Królowej.

W tym roku świętowaliśmy aktywnie, czemu wybitnie sprzyjała pogoda :-)  Piękne słonko, niewiele chmur, niewiele wiatru - słowem: mimo że można by było odsypiać w cieple trudy codzienności ;-), wstaliśmy i zrealizowaliśmy Plan Wycieczkowy :-)

W sobotę (po dość długiej przerwie) wróciliśmy do adelajdzkiego ZOO.  Lubimy to miejsce.  Świetnie się tu odpoczywa.  Można obserwować zachodzące zmiany - co nowego u zwierzaków, jakie różnice na wybiegach, jakie rośliny się pojawiły, co gdzie kwitnie itp.
Zimowa aura i pora posiłku przyczyniły się do kilku niespodzianek - zobaczyliśmy wombata (zwykle w dzień śpią w swoim domku koło wybiegu) i diabła tasmańskiego rozprawiającego się z kawałkiem mięsa.

Wombaty to 'kuzyni' koali, stąd ich misiowaty urok.  Biada jednak pechowcom, którzy napotkają to zwierzę na drodze - kolizja przypomina ponoć najechanie na leżący w poprzek drogi solidny pień.  Coś, jak spotkanie z dzikiem na polskich drogach...

Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5

Mijaliśmy liczne grupy wolontariuszy, którzy pod opieką pracowników ZOO porządkowali wybiegi.  W większości 'basenów' zwierzaki miały świeżo wymienioną przejrzystą wodę, widać było, że zadbano o trawniki i krzewy, wysypano nową podściółkę z mielonej kory.  Spacerujących było sporo.  Jak zwykle wiele rodzin z dziećmi.
Dziś w ZOO w porze lunchu zorganizowano kącik z potrawami z grilla, otwarte były też wszystkie kafejki.

Jedno z naszych ulubionych miejsc w ZOO to 'małpia wyspa'.  Zwiedzający chodzą po moście pomiędzy dwoma wybiegami - to wyspy okolone wodą, na których rosną okazałe drzewa (głównie fikusy - tak, tak, w starej ojczyźnie popularne w wersjach doniczkowych ;-).  Po jednej stronie, oddzielone od siebie pasem wody mieszkają dwie rodziny, po drugiej - jedno większe stado.
Skaczą po drzewach, po linach, pomiędzy gałęziami, czasem się gonią, czasem odpoczywają, a zwiedzający mogą 'kibicować' nie przeszkadzając zbytnio, i robić zdjęcia, których nie zakłóca wzór drucianej kraty :-)

Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5

Część wolier (zakładamy, że ze względu na porę roku) była pusta.  Dziwne wrażenie - zwykle idzie się przez masę dźwięków i kolorów, a tym razem całą atmosferę kreowały... rośliny.

Od Zdjęcia_Bloggera_5

Pandy podbiły serca chyba wszystkich mieszkańców Adelajdy, którzy odwiedzają ZOO.  Zamieszkały w Australii czasowo (chińskie ZOO wypożyczyło parę na dziesięć lat, w ramach międzynarodowego programu ratowania zagrożonych gatunków), dobrze się u nas czują i większość wielbicieli trzyma kciuki za ich... przyszłe potomstwo :-)
Mają swoją stronę internetową, gdzie można poczytać najnowsze wieści z życia Wang Wang (Siatka - czemu?) i Funi (Szczęściara) oraz zajrzeć na ich wybiegi okiem kamer.  W tej chwili zamieniono im tereny - mieszkają po stronie partnera i oswajają się z zapachami, sezon na małe pandy coraz bliżej...  Zobaczymy, czy ten rok przyniesie jakieś wieści :-)

Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5

Zajrzeliśmy do większości kątków po kolei, zrobiliśmy kilka pętli i sporo zdjęć, po czym, oceniając spacer jako 'udany' pojechaliśmy do domu obiecując sobie po raz kolejny, że będziemy tu częściej wracać :-)

13 stycznia 2013

A ku ku, czyli: nadszedł Nowy Rok 2013

Zacznę może od oklepanego stwierdzenia, że czas pędzi jak szalony.
Wiem, nie było nowych wpisów od wieków, ale po tej stronie monitora aż tak tego ogromu czasu odczuć nie zdążyłam ;-)

Trzynastka w kalendarzu oznacza: Bilans, czyli: nową notkę na blogu.  A nowa notka zwykle wróży 'rozpędzenie pióra' i bardziej lub mniej skuteczne zapchanie powstałych dziur i luk w zapiskach.

Od ostatniego Bilansu mamy w Chatce Gości z dalekiego zimnego kraju: 
- pokazaliśmy im nieco Adelajdy (z racji tego, że mamy lato, podstawą są wizyty na plaży: West Beach, Glenelg, Sellicks, ale chwalimy się także od strony kulinarnej w domu i poza domem - mmmmmm, w wersji 'wychodne' przebojem okazała się restauracja chińska na Gouger Street - Ding Hao gdzie trafiliśmy trochę niechcący, wbrew wcześniejszym zamierzeniom i gdzie zgotowano nam niezwykłą ucztę),

Od 2012_12_Goście_S&W
Od 2012_12_Goście_S&W
Od 2012_12_Goście_S&W
Od 2012_12_Goście_S&W
Od 2012_12_Goście_S&W
Od 2012_12_Goście_S&W
Od 2012_12_Goście_S&W

- wyjechaliśmy poza obręb miasta (najpierw do Parku Gorge poprzytulać koale i obgłaskać kangury, a potem odfajkowaliśmy żelazny punkt programu: Dolina Barossy - degustowanie wina, porównywanie różnych gatunków przed Centrum Jacob's Creek i oczywiście pizza w Ryczących Czterdziestkach w Angaston.  Niestety, spóźniliśmy się nad Whispering Wall, za to przejechaliśmy trasą turystyczną od Barossy przez Lobethal, Hahndorf, Mount Lofty krętą drogą przez malownicze okolice.  Na Mount Lofty gościom pokazał się tuż przy drodze, w całej okazałości dziki kangur!),

Od 2012_12_Goście_S&W
Od 2012_12_Goście_S&W
Od 2012_12_Goście_S&W
Od 2012_12_Goście_S&W
Od 2012_12_Goście_S&W
Od 2012_12_Goście_S&W
Od 2012_12_Goście_S&W

- po czym rozłożyliśmy mapy, pogrzebaliśmy w Internecie i ułożyliśmy plan Noworocznej Przyprawy (post wkrótce, mam nadzieję) - kilometry nadal się liczą, zdjęć pozostało prawie 2.100 w dwóch folderach i końcówką w trzecim, przy stoliku piętrzy się góra materiałów informacyjnych zebranych na trasie - tik tak tik tak, zbieram się w sobie :-D

Ten Bilans można też określić mianem czasu urlopowego - obydwoje z Najmilszym odpoczywamy od obowiązków zawodowych :-D

Od 2012_12_Goście_S&W
Od 2012_12_Goście_S&W

Dzięki życzliwości i staraniom Petrosa w Zielonym Kąciku obyło się bez strat, mimo że pod naszą nieobecność temperatury wyskoczyły na ponad 40 stopni.

Od Lawendowa_Chatka_2011_2012
Od Lawendowa_Chatka_2011_2012
Od Lawendowa_Chatka_2013
Od Lawendowa_Chatka_2013
Od Lawendowa_Chatka_2013

Koty czekały grzecznie i cierpliwie, przywitały nas stęsknione, z radością.  Obydwa wydają nam się nieco jaśniejsze - czy to możliwe, żeby słońce zmieniło trochę kolor ich futerek? 
Aganiok powoli odrasta (choć nadal nie wygląda jak przedstawiciel rasy kotów długowłosych) i już prawie nie kuleje.

Trawnik prezentuje jeszcze skrawki zieloności, ale dominuje złoto spalonej trawy ;-)  Cytrusy i sukulenty mają się dobrze.  Fikusy znowu rosną jak szalone - odbyły się kolejne 'postrzyżyny' rośliny, która dotknęła sufitu, więc czekamy teraz aż hodowane w wodzie korzenie osiągną gotowość do wsadzenia nowego zielonego domownika do doniczki.

Od Lawendowa_Chatka_2013
Od Lawendowa_Chatka_2013
Od Lawendowa_Chatka_2013

Rok podsumowaliśmy:

- wymianą kosiarki na nowszy model (poprzednia przeniosła się do kosiarkowego raju),
- zakupem nowego aparatu (nie, nie tego, o którym przebąkuję już od jakiegoś czasu!  Zgubiłam gdzieś naszego Mju i trzeba było zaprosić do domu jego młodszego brata, który nota bene już zdążył się cudnie sprawdzić :-D  Zakup Nowego Aparatu ciągle w fazie planów, ale sprawa posunęła się o tyle, że ostatnio potrzymaliśmy sobie planowane cudo w ręce ;-)
- Noworoczną Przyprawą, czyli przebyciem około czterech tysięcy kilometrów od Adelajdy przez Canberrę, Sydney, wzdłuż wybrzeża Pacyfiku do Melbourne, przez Mornington Peninsula promem do the Great Ocean Road, przez Mount Gambier, Monarto ZOO i Hahndorf z powrotem do Adelajdy,
- prawie zakupem nowego Volvika (jako że zaprzyjaźniam się ze swoimi samochodami, na razie trzymam kciuki, żeby skończyło się jedynie na mechaniku - nie chcę nowego Volvika!  Tym bardziej, że dotychczasowy Dzielniak wzorowo mimo utrudnień wrócił do bazy z wielokilometrowej Przyprawy Noworocznej :-D).

Zobaczymy, co też przyniesie nam Nowy Rok ;-)