Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tea Tree oil. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tea Tree oil. Pokaż wszystkie posty

13 listopada 2010

Wakacje do góry nogami

Minęło siedemnaście miesięcy naszego pobytu w Nowej Ojczyźnie. Tę miesięcznicę będziemy świętowali inaczej niż dotychczasowe - zaprosiliśmy Specjalnych Gości.
Trzynastka nabierze od dziś jeszcze jednego znaczenia ;-))

W tę chłodną listopadową sobotę, bladym świtem, pojechaliśmy do Mistrza Wojciecha po dostawę Chleba Naszego Powszedniego, a stamtąd na lotnisko. W hali przylotów okazało się, że mamy okazję na pogaduszki przy kawie u Doroty i Petrosa, bo Oczekiwany Samolot przybędzie dwie godziny później...
Szkooda - takie zabawne miejsce znaleźliśmy na parkingu - tuż koło brata-bliźniaka.

Do dwóch razy sztuka - około dziewiątej przylecieli, wylądowali i po wielu minutach niecierpliwego wypatrywania pojawili się koło nas.
Projekt Hobbity do góry nogami nabrał lokalnych barw ;-))

Od Hobbity do góry nogami ;-)
Od Hobbity do góry nogami ;-)
Od Hobbity do góry nogami ;-)
Od Hobbity do góry nogami ;-)

Zapakowaliśmy się do Volvika i pojechaliśmy do Lawendowej Chatki zagadując po drodze zmęczenie Hobbitów i naszą radość. Poprzeczka od razu została zawieszona wysoko: w domu można się umyć, przebrać, zjeść śniadanie, napić się kawy, ale o spaniu nie ma mowy aż do wieczora. Niesamowite okazało się, jak bardzo Chatka i jej otoczenie nie były dla naszych Gości ani nowe, ani nieznajome - w dobie komputerów odległości znacznie się zmniejszają, a emigracja nabiera nowych znaczeń.

Pogoda nie napawała optymizmem: było chłodno, pochmurno i popadywał deszcz. Mistrz Projektów z Tatą przystąpili do skręcania krzeseł oraz proaktywnie przygotowali dodatkowy pokój na wypadek, gdyby deszcz jednak nie przestał padać. Pamiętacie kopiec ziemi z garażu sprzed paru miesięcy? Usypany był na folii, która tym razem posłużyła do uszczelnienia daszku - deszcz mógłby sobie padać, gdyby się upierał.

Od Hobbity do góry nogami ;-)
Od Hobbity do góry nogami ;-)

W Chatce trwała transformacja Gościnnego w Sypialnię Gości oraz przygotowania kulinarne. Stygły muffiny, powstawały sałatki oraz dipy, w lodówce od wczesnych godzin popółnocnych marynowało się mięso, Chleb Powszedni pachniał w Socjalu, a napitki chłodziły się w lodówce.

Rachu ciachu i minął dzień: po południu na stole zaczęły pojawiać się kolejne miski, BBQ wyjechało na środek trawnika, a potem zaczęli przybywać zaproszeni Goście.

Jak skuteczniej odwrócić czyjąś uwagę od spania, niż zapraszając sympatyczne grono do wspólnego biesiadowania? Św. Rita przesunęła deszcz w inne rejony, jedzenie smakowało, rozmowy toczyły się wartko, przeplatane toastami, pytaniami, śmiechem.

Od Hobbity do góry nogami ;-)
Od Hobbity do góry nogami ;-)
Od Hobbity do góry nogami ;-)
Od Hobbity do góry nogami ;-)
Od Hobbity do góry nogami ;-)
Od Hobbity do góry nogami ;-)

Szkoda, że aż tyle komarów postanowiło się wprosić na wieczór powitalny Hobbitów... Mimo zapalonych lampek oliwnych, świeczek cytrusowych i wcierania olejku Tea Tree odnotowano znaczące straty w ludziach, zwłaszcza w gładkości niektórych damskich nóg...

Pierwszy dzień Hobbitów na wakacjach uznaliśmy za 'spędzony' póóóźnym wieczorem - zaczęło się, zmęczenie po podróży samolotowej można było pójść odespać bez strachu o to, że skutki zmęczenia i zmiany czasu zakłócą kolejny dzień.
Co ciekawe: wcześniej do spania odmeldował się znużony Gospodarz, zaś Goście dopiero po pożegnaniu wszystkich biesiadników, posprzątaniu po biesiadzie i szybkim podsumowaniu dzisiejszego spotkania.

Ahoj Przygodo stało się udziałem kolejnej dwójki ludzi ciekawych Kraju Do Góry Nogami ;-))

13 lipca 2010

Pierwszy miesiąc drugiego roku

... był chyba najtrudniejszym z dotychczasowych; obfitował w miłe niespodzianki, przyniósł ze sobą nowe plany i podjęte wyzwania, ale i dał nam w kość.

Dopadły nas infekcje: odwiedzają nas wirusy, które tak nas polubiły, że nie chcą opuścić. Zużywamy kolejne pudełka chusteczek higienicznych, aplikujemy sobie na zmianę czosnek i olejek Tea Tree, dzień zaczynamy świeżo wyciśniętym sokiem z cytrusów, a kończymy gorącą kąpielą. Śpimy wszyscy czworo wtuleni w siebie, dzieląc się wspólnie wyprodukowanym ciepłem, a pod kołdrę wsuwamy też 'termofory' z plastikowych butelek. W dzień na zmianę kichamy i kaszlemy, na zmianę to jednemu, to drugiemu z nas się poprawia lub pogarsza...

Mimo uszczelnionych okien i pozamykanych drzwi zimno nocy przenika do wnętrza, kiedy tylko zajdzie słońce. Pijemy gorącą herbatę, ratują nas swetry i polary, a kołdrą opatulamy się naprawdę szczelnie.

Słowem: byle do wiosny!

Wychodzi na to, że 'aklimatyzacja' obejmuje również przyzwyczajenie się do innych zmian temperatur i... miejscowej flory bakteryjnej...

W zeszłym roku nasz pierwszy miesiąc tutaj był inny, bo grzały nas emocje i adrenalina związana z nowym miejscem, nie przejmowaliśmy się rachunkami za prąd, więc grzejniki włączone były przez większość czasu. Plan dnia był właściwy raczej dla turysty, niż osoby pracującej na stałe na etacie - można było wstać wcześniej i wyjść z domu, kiedy słońce już zaświeciło na dobre... lub nie wyjść wcale ;-))

Najmilszy zaliczył dodatkowo kontuzję żeber - tak bolało, że śmiał się oszczędnie, jakby od niechcenia, kaszlał - podtrzymując klatkę piersiową. Na szczęście, już prawie przeszło...

Pracujemy obydwoje w trybie full time, czyli na pełny etat, co w tej chwili oznacza, że wracamy do domu po ciemku. Takie ciemne zimne wieczory zachęcają, aby się... położyć spać, więc tydzień mija za tygodniem, a choroby i zimno wcale nie pomagają wypoczywać. Zwolniły, albo wręcz zamarły domowe projekty, ogród dba sam o siebie, co prędzej czy później zaowocuje góóóóórą zaległości do zwalczenia - chwasty panoszą się coraz bujniej i śmielej...

Po opisywanym wcześniej tygodniu szkoleń i testów, po jeszcze jednym szkoleniu, Miły Mój odbywa obecnie praktykę pod czujnym, ale i życzliwym okiem Tego-Który-Podsunął-Propozycję-I-Udzielił-Referencji. Jest to kolejny etap drogi zawodowej we własnym biznesie: ma już podstawowy komplet nowoojczyźnianych uprawnień, ma możliwość odbycia praktyki i wejścia na atrakcyjny rynek usług jako samodzielny podwykonawca dużej firmy - lidera w swoim sektorze.

Realizujemy ciągle i konsekwentnie również inne z naszych założeń: rozszerzamy i weryfikujemy grono znajomych. Wśród polskiego grona pojawia się coraz więcej osób innych narodowości, w rozmowach coraz więcej języka angielskiego, w języku angielskim - coraz więcej słów, swobody i pewności siebie. Nie tylko szkoła przynosi efekty, ale również codzienne 'zanurzenie w języku' - radio, telewizja, rozmowy w sklepie, na stacji benzynowej, w klubie, restauracji...

28 marca 2010

Urodziny Chudego 2010

Od czasów Oficjalnego Otwarcia Lawendowej Chatki nie było u nas większych spotkań, ot, niedzielne obiady, kameralne kolacje, wieczorne pogaduszki przy winie lub herbacie - w miłych sympatycznych podgrupach i niegłośno ;-))

Przymierzaliśmy się w styczniu do imieninowych hulanek, ale rzeczywistość i proza życia się sprzeciwiły i sprzysięgły przeciwko temu pomysłowi...
Na szczęście w galopującym tempie nadbiegł koniec marca, który zawsze przynosi Chudemu radość dmuchania świeczek na torcie ;-))

Tego nam było trzeba! Ruszyły przygotowania, poszły w świat zaproszenia.
Dni nielojalnie przyśpieszyły, pogoda zdawała się nam sprzyjać. W Lawendowej Chatce powstał 'nowy pokój', a Najmilszy rozpoczął czarowanie trawnika - podlewał i kosił na zmianę, by przywitać Gości godnym nowego pokoju dywanem-trawnikiem.

Kulinaria jak zwykle tutaj dostały osobny post.
Goście dopisali, chociaż potrenowali naszą cierpliwość (i puste żołądki) każąc na siebie poczekać nieco dłużej ;-)) Pogoda po dusznym 'przedburzowym' dniu i pełnym drapieżnych komarów wstępie podarowała nam piękny ciepły, ale nie duszny wieczór, kiedy przyjemnie było w 'nowym pokoju', kiedy antykomarowe świeczki zaczęły 'ogarniać' sytuację, kiedy miły wiaterek rozwiewał opary olejku Tea Tree (przed ugryzieniem) i maści papaw (po ugryzieniu) oraz chłodził rozgrzanych tańcem ;-))

Od Urodziny Chudego 2010
Od Urodziny Chudego 2010

Solenizant zrewanżował się Gościom za czas oczekiwania na początku... przepalając przewód doprowadzający gaz z butli do palników w swoim pokazowym BBQ. Poza zniszczeniem przewodu i wystawieniem cierpliwości Gości na surową próbę nic się na szczęście nie stało ;-)) A że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, zapisaliśmy w moim małym czarnym notesiku punkt dla Dzielnych Greków, którzy byli najszybsi, ale zawór nie pasował ;-) i dla Joli Lojalnej, która co prawda nie ma BBQ tylko zewnętrzny palnik, ale za to zawór pasował znakomicie ;-) Łebski Andrzej dopilnował sprawdzenia przekrojów, aby butla nie jeździła na darmo ;-))

Dwie dziurki w nosie i udałosię: część mięsa przeewakuowano do piekarnika, gdzie 'doszło', a po opanowaniu sytuacji przewodowej reszta mięsa grillowała się według pierwotnie założonego planu.

Od Urodziny Chudego 2010
Od Urodziny Chudego 2010

Pierwszy pokój, który niedawno przestał być stołowym, gdzie pojawiła się sofa, ława i dwa fotele (juuuuuupi, nareszcie, czekaliśmy na nie prawie tak długo, jak na sofę ;-)), szybko oddał przygotowane tam dipy i przegryzki, po czym zamienił się w salon gier i bajek (... oraz innych rozrywek wspieranych przez Internet ;-). Ufffff, dzięki temu rodzice mogli spokojnie korzystać z uroków wieczoru ;-))

Rozmowy perliły się dowcipem, elokwencją i pozytywnymi fluidami, tańce rozkręcały się z pewną dozą nieśmiałości. Na szczęście niezmordowany grecki-nauczyciel-tańca i polska-przewodniczka-mas przekonali niektórych do chociaż krótkich występów na parkiecie z wykładziny. Najgorliwsi szybko pozbywali się butów ;-)) Surowy urok Socjalu jak zwykle nie zawiódł, a poprzedni-prezent-urodzinowy niezawodnie zapewniał dźwięki przyjemne dla ucha i zachęcające dla stóp ;-))

Jak na urodziny przystało wznosiliśmy toasty, Solenizant dziękował za prezenty, śpiewaliśmy Sto laaaaat pod rozgwieżdżone niebo i jedliśmy tort, którego kawałki Solenizant precyzyjnie wydzielił dzieląc pełny okrąg przez liczbę Gości ;-))
Noc okazała się nie tylko ciepła i rozgwieżdżona, ale i stanowczo za krótka...

Ehhhhh, trzeba wyjąć kalendarze i zacząć planować... kwietniowe imieniny??? ;-)