Pokazywanie postów oznaczonych etykietą weterynarz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą weterynarz. Pokaż wszystkie posty

5 marca 2012

Rekonwalescent - faza druga

Minął miesiąc od wypadku i od operacji.

Aganiok jeździł na spotkania z doktorem Richardem co poniedziałek.
Zostawał w klinice na cały dzień, kiedy to odbywał się przegląd i wymiana gipsu.
Po powrocie do domu nowy gips bywał 'rozbrajany' tj. Aganiok usuwał wszystko, co dało się usunąć, czyli cały zapas gazików włożony do środka po to, aby gips jak najmniej uwierał... Najwidoczniej rekonwalescent miał własną wizję tego, kiedy gips jest najmniej uciążliwy i uparcie 'poprawiał' po lekarzu ;-)

Przez pierwszy tydzień dodatkową uciążliwością było zakraplanie podrażnionego oka.
To jednak małe piwo w porównaniu z dwutygodniową serią antybiotyku, która była codziennie rano i wieczorem pojedynkiem: kto kogo przechytrzy? pomiędzy Uczącym-się-na-błędach Pantusiem a wyrywającym-się-z-całych-sił-plująco-prychającym rekonwalescentem. Hihihi, lekarz zmniejszył dawkę do jednej porcji dziennie, potem lekarstwo się skończyło, a my jesteśmy przekonani, że Aganiok sądzi, że wygrał pojedynek z Pantusiem ;-)

Gdyby nie wygolona sierść i podskakiwanie, a w ostatnim tygodniu także utykanie, trudno byłoby się domyślić, że mamy w domu rekonwalescenta. Owszem, Aganiok sporo leżał, dużo spał, zrezygnował z forsowania płotu (odpukać!), ale dopisywał Mu apetyt i dobry humor, grzecznie pakował się do klatki i wzorowo współpracował w klinice.

Popiołek na początku syknął parę razy ewidentnie zdezorientowany gipsem i zapachem z kliniki, ale potem jak zwykle pozwalał się przytulać i cierpliwie dzielił wybrany fotel z młodszym kolegą.

Od Lawendowa_Chatka_2011
Od Lawendowa_Chatka_2011
Od Lawendowa_Chatka_2011
Od Lawendowa_Chatka_2011
Od Lawendowa_Chatka_2011

Dziś wieczorem Aganiok wrócił do domu bez gipsu i bez śrub w kolanie.
Z apetytem zjadł zaległą całodzienną porcję, poleżał na zewnątrz koło stołu, starannie wymył 'odzyskaną' po gipsie przednią nogę oraz 'odśrubowaną' tylną, gdzie widnieje dosyć dramatycznie wyglądająca rana (po usuwaniu śrub... - brrrrr).

Od Lawendowa_Chatka_2011

Jeszcze trzęsą Mu się obydwie zdrowiejące kończyny, ewidentnie są osłabione, a pewnie się też trochę 'odzwyczaił' od normalnego chodzenia, ale humor dopisuje :-D

Za dwa tygodnie mamy się zjawić do kontroli i mamy nadzieję, że to będzie koniec 'przygody', a wręcz: że będzie to koniec 'przygód' ze zdrowiem!

9 lutego 2012

Rekonwalescent

To miał być kolejny szalony weekend...
Nie na darmo jednak chińskie przysłowie przestrzega przed tym, jak formułujemy swoje pragnienia... Był bowiem, hmmm, szalony inaczej.

Miły Mój wybierał się do pracy, ja po nowe pazoory. Jedliśmy śniadanie, każdy swoje... A jednak nie każdy! Aganiok pojawił się w sypialni, w kuchni, ale nie podszedł do żadnej z misek. Leżał sobie w korytarzu popatrując na ogród...
Na szczęście zdziwiło to Najczujniejszego z Moich Mężów, który obejrzał sobie delikwenta, obmacał i... usłyszał syknięcie podczas obmacywania tylnej łapy.

Zatem zamiast na umówione spotkania pojechaliśmy, po krótkiej rozmowie przez telefon, do kliniki, gdzie doktor Rebecca przyjęła nas poza kolejnością. Krótkie badanie, macanie nogi (Aganiok potulny i grzeczny) i decyzja: kot zostaje, po podaniu narkozy będzie wykonane prześwietlenie, bo łapa jest złamana.
W zależności od tego, co pokaże się na zdjęciu, zadecydujemy co dalej...

Tuż przed południem okazało się, że tylna łapa złamana jest w/przy kolanie - w dwóch miejscach, z przemieszczeniem. Zdjęcia zostały wysłane do innej kliniki do konsultacji, do ortopedy i chirurga - doktora Richarda.
W pierwszej klinice nie wykonuje się bardziej skomplikowanych operacji, w soboty pracują tylko do czternastej, a że żadne z nas nie było w stanie zdążyć na tę godzinę z powrotem, więc doktor Rebecca przewiozła pacjenta do drugiej kliniki w drodze do domu, a ja dojechałam później.

Aganiok już wybudzony leżał w klatce i czekał grzecznie na rozwój wypadków. Już cały personel zdążył Go pokochać, bo popatrywał słodko na przechodzących, a pogłaskany włączał głośne mruczenie w trybie: traktor. Hmmm, wygłaskałam, wytłumaczyłam co się dzieje i co Go czeka, i pojechałam do domu, bo decyzja jeszcze nie zapadła.

Doktor Richard zadzwonił tuż przed szóstą i potwierdził i kolano, i złamanie, i przemieszczenie... Zasugerował operację i założenie dwóch śrub (po angielsku pins brzmią chyba ciut mniej groźnie...).

W niedzielę koło południa zadzwoniliśmy do kliniki z nadzieją, że pojedziemy odebrać małego pacjenta. Usłyszeliśmy, że operacja przebiegła zgodnie z planem, że Aganiok się obudził, je, pije i odwiedza kuwetę, mruczy przy głaskaniu, ale powinien zostać w klinice do poniedziałku, żeby się upewnić, że wszystko w porządku.

Hmmm, został zatem do poniedziałku. Rano ustaliliśmy, że po południu Najlepszy z Moich Mężów pojedzie odebrać Aganioka. Pojechał. I co? I okazało się, że podczas przeglądu 'przed wypisem z kliniki' doktor Richard przyjrzał się bliżej przedniej łapie... i odkrył, że też jest złamana! Na szczęście w tym wypadku wystarczył tylko gips (ale że założony jest od pazurów do barku włącznie, to Aganiok wyraźnie nie podziela tej opinii :-( ).

Rekonwalescent przyjechał do domu wygolony, z zapasem antybiotyku i kroplami na podrażnione oko. Z przykazaniem, że nie wolno Mu wychodzić z domu i zaproszeniem na kolejne kontrole co tydzień. Plan jest taki, żeby gips zdjąć za miesiąc, a śruby z tylnej łapy wyjąć za dwa miesiące...
Wygoloną ma 'tylną lewą ćwiartkę' i wygląda to dosyć dramatycznie - na łapie futro zostało na tej części, która przy siedzeniu opiera się o podłogę, brzuch jest wygolony, bok aż do kręgosłupa i do ogona.
Dobrą chwilę zajęło Mu opanowanie sztuki poruszania się, na początku nawet nie umiał utrzymać równowagi.
Jak będzie? Zobaczymy.

Od Lawendowa_Chatka_2011
Od Lawendowa_Chatka_2011

I jak ma się mały biedny Aganiok? - zapytacie.
Otóż, w poniedziałek wieczorem wyniosłam biedusia na chwilę na trawę do ogrodu, żeby sobie poleżał pod wiązem. Leżał, oddychał ogrodowym powietrzem, więc dałam się nabrać. Kiedy tylko podreptałam do łazienki, Aganiok błyskawicznie znalazł się koło ogrodzenia i dalejże próbować wspiąć się na nie!

Mistrz Projektów zajęty wówczas na dachu ponoć w trzy sekundy znalazł się na dole i dalejże łapać uciekiniera. Uciekinier na szczęście świetnie wiedział, o co chodzi i jak kulawy wiatr pomknął do domu.
Hmmm, pilnujemy zatem drzwi, co nie jest całkiem łatwe i Aganiok nie wychodzi na trawę i słoneczko...

Jak radzi sobie poza tym? Chyba dobrze. Opanował chodzenio-skakanie z gipsem łącznie z wchodzeniem do kuwety i wyskakiwaniem na/zeskakiwaniem z sofy, łóżka. Je, pije, broni się przy podawaniu lekarstw, mruczy przy głaskaniu i niestety dość często macha ogonem.

A jak całą tę sytuację przyjął Popiołek? - zapyta ktoś może.
Popiołek podczas nieobecności Aganioka był bardzo zmartwiony - chodził, szukał, wołał, a my się zastanawialiśmy: czy bardziej się martwi nieobecnością młodszego kolegi czy perspektywą, że znowu przywieziemy Mu do nauki kolejnego malucha? Mogliśmy sobie żartować, bo wiedzieliśmy, że tym razem nic się nie stało!

Popiołek nie tylko wychodził do ogrodu za dom, ale i przeciskał się pod furtką (co podpatrzył u Aganioka i co robi sporadycznie lub w ogóle), żeby sprawdzić też przed domem i koło garażu. Głośno, płaczliwym tonem ewidentnie wołał Aganioka, żeby wrócił do domu! I tak co jakiś czas przez cały wieczór i w nocy!

Przy kolacji w sobotę Najlepszy z Pantusiów podzielił się z Popiołkiem swoją porcją kurczaka. Spojrzeliśmy do miski - Popiołek nie zjadł wszystkiego - połowę zostawił. Dla Aganioka?

***********************

Szczęście w nieszczęściu, jesteśmy w komplecie!
Ale mogło być inaczej.
Kolejny domowy kot spotkał się z samochodem.

I niby wiemy, że wypadki się zdarzają,
niby wiemy, że koty powinny siedzieć w domu,
niby wiemy, że kota nie upilnujesz,

ale wiemy też,
że koło Lawendowej Chatki bardzo często przekraczane jest
- i to o dużo -
narzucone ograniczenie prędkości.

Dźwięk jadącego zbyt szybko samochodu, piski opon przy zakrętach rozlegają się tu znacznie częściej niż dźwięk startującego lub lądującego samolotu!
Zarówno w dzień, jak i w nocy, w tygodniu i w weekendy.
Hmmmmm, chodzi mi po głowie pewien pomysł...

************************

Przy okazji, nie mogę nie napisać, że weterynarze, jak zwykle do tej pory tutaj, stanęli na wysokości zadania.
Znów czuć było ich zaangażowanie, żeby pomóc poszkodowanemu zwierzakowi,
widać było podejście fachowe,
ale i 'ludzkie'
- z troską o zwierzaka, który nie do końca wie, co się dzieje, a nie do końca rozumie tłumaczenie, ale i o zestresowanych właścicieli.

Doktor Rebecca uzgodniła z nami 'plan działania', ale skonsultowała swoje przypuszczenia z innym specjalistą i sprawnie pośredniczyła w 'przekazaniu' pacjenta dalej.
Doktor Richard powtórzył prześwietlenie, wykonał operację, ale przed oddaniem pacjenta do domu sprawdził jeszcze raz wszystko i... znalazł jeszcze jeden uraz, którym się zajął.

Obyśmy mogli do nich wracać tylko na nudne rutynowe wizyty kontrolne!

6 marca 2011

Jesień?

Dziś sobota - szósty dzień jesieni. Na szczęście nadal świeci słońce i jest ciepło w ciągu dnia, choć poranki i wieczory są już, niestety, 'rześkie'.
W przeciwieństwie do Najmilszego mego, ja na słowo 'rześkie' nie reaguję uśmiechem zadowolenia na twarzy, osobiście zdecydowanie wolę słowo: 'upał'.

Wczoraj równo podzieliliśmy się obowiązkami: Najmilszy pojechał do pracy, a ja wdziałam strój kąpielowy i kąpałam się... w słońcu na trawie za Chatką ;-) Koty popatrywały na mnie z mieszanką politowania i wyrozumiałości w oczach, oba ułożone na plackach cienia koło beczek.

Na usprawiedliwienie napiszę, że popełniłam w ciągu tygodnia sporo nadgodzin w biurze i wypoczynek baaardzo mi się przydał.
Wieczór spędziliśmy potrójnie przyjemnie: po pierwsze w ulubionej hinduskiej knajpce, po drugie w miłym towarzystwie, a po trzecie - zarówno serwis, jaki i jedzenie były wyśmienite. Zwycięzcą wieczoru okazała się kaczka (Duck curry), chociaż zarówno jagnięcina, jak i kozina zebrały sporo pochwał (domyślacie się, że powyższe opinie jedynie cytuję za mięsożercami ;-)).

Zbliża się niedzielne południe, słońce radośnie przygrzewa, a za oknem brzmi kosiarkowe stereo - Najmilszy wyszedł trawnikom naprzeciw po raz pierwszy od wielu miesięcy (dzięki Tacie Hobbitowi, który dzielnie przejął ten obowiązek podczas swojego u nas pobytu), a sąsiad zza ulicy podchwycił pomysł.
Ja tam lubię trawę w wersji nieskoszonej, ale poddaję się opinii ogółu, że wykoszony = zadbany. Dla mnie jedną z cech zadbania jest to, że w wyniku wysiłków Najmilszego (a wysiłki były długofalowe i systematycznie wdrażane) na naszych trawnikach w końcu nie ma chwastów! Tadaaam!

W tygodniu odwiedził nas Dyskretny Agent (przydomek zyskał, kiedy na czas wizyty Hobbitów zawiesił swe regularne wcześniej, cotrzymiesięczne wizyty). Tym razem udało mu się spotkać Najmilszego, który w tym dniu odstawił służbowy samochód do serwisu i zamiast do pracy pojechał z kotami do weterynarza na od dawna należący im się przegląd i szczepienie.

Pani doktor wyoglądała, posprawdzała, zważyła (Popiołek - 5800, Aganiok - 3700) i zaszczepiła porcją wprost proporcjonalną do pokonywanych dystansów pozadomowych (czyli Popiołek Przydomowy - wersja podstawowa, a Aganiok Powsinoga - wersja wzmocniona).
Przed wyjazdem na wizytę w domu odbyła się prawdziwa bitwa strategiczna, którą streścić mógłby mrożący krew w żyłach tytuł: Jak upchnąć do jednej klatki dwa koty i nie spóźnić się na umówioną wizytę do weterynarza?
Po drodze co niektórzy tak się bali, że aż się posikali (a fe! wstyd!), ale zaprawiona w bojach Pani Doktor po prostu sięgnęła po ręcznik zanim wzięła pacjenta w obroty. Oznak ospałości, czy załamania nastroju po szczepionce - jak zwykle - nie stwierdziliśmy, za to apetyt wynikający z konieczności wynagrodzenia szkód moralnych - a jakże ;-))

5 lutego 2010

U weterynarza - dentystycznie

Zgodnie z otrzymaną instrukcją zabraliśmy kotom miski z jedzeniem wieczorem dnia poprzedniego.
W czwartek w drodze do pracy Najmilszy pojawił się z Popiołkiem w klinice i zostawił go tam na zabieg czyszczenia zębów z kamienia nazębnego. Zabieg wykonuje się pod narkozą, więc potrzebny jest cały dzień i wcześniejszy post. Większość właścicieli robi tak, jak my - zostawiają pacjenta w drodze do pracy i zabierają wracając do domu po południu.

W ciągu dnia otrzymałam telefon z kliniki, że już po wszystkim, że Popiołek się obudził i zachowuje się normalnie, że badanie wskazuje, że wszystko z nim ok.

= Kamień ściągnięty (zbiory ośmioletnie, bo nigdy wcześniej nie miał takiego zabiegu),
= Przy okazji okazało się, że w jednym zębie jest megadziura, więc ząb został usunięty,
= Przy okazji wykonano dodatkowy test krwi, żeby się upewnić, że po ostatniej infekcji nie pozostali żadni nieproszeni goście w organizmie - negatywnie, czyli pozytywnie ;-)), czyli wszystko w porządku.

I byłoby naprawdę idealnie, gdyby nie... wysokość rachunku...
Nic to, Najmilszy zapłacił, przywiózł Popiołka do domu, nakarmił i... poszedł grać w pokera ;-))

Biorąc pod uwagę poziom obsługi klienta, życzliwość personelu, niezbyt odległe terminy zaczęłam się zastanawiać - a może i my z Najmilszym byśmy się tam zapisali jako pacjenci? ;-))

25 stycznia 2010

U weterynarza po raz trzeci, czyli Aganiok jest dorosły ;-))

Tuż po Nowym Roku zadzwonili do nas z kliniki ulubionej z zaproszeniem na kolejną wizytę. Chcieliby zobaczyć głównie Aganioka, bo należy mu się trzecie, czyli ostatnie dziecinne szczepienie, a jak waga i gabarytry dobrze wypadną to i mikroczip.

- Popiołek bardziej towarzysko dzisiaj, więc:
= przegląd ogólny: ustąpiło podrażnienie przy dziąsłach, więc umówiliśmy się na czyszczenie kamienia na kolejny czwartek, dostaliśmy z tej okazji instrukcję obsługi (a raczej: nieobsługi, bo nie wolno mu jeść) kota i... nieco się boimy, co to będzie...

- Aganiok po trzecią=ostatnią szczepionkę, czyli:
= szczepienie, czyli strzykawa w kark (tradycyjnie: mruczał ;-),
= przy zakładaniu mikroczipa złapałam mocno brzeg stołu i równie mocno zacisnęłam powieki ;-), Aganiok? tak! mruczał! skąd wiedzieliście?,
= uszy zostały pooglądane wziernikiem w środku, może niezbyt dobrze domyte, ale wolne od robactwa i jakichkolwiek niepokojących oznak.

Dziś poznaliśmy kolejnego Pana doktora - pozytywna opinia nam się gruntuje ;-))

10 grudnia 2009

U weterynarza po raz drugi

Minęły trzy tygodnie od ostatniej wizyty, jutro będziemy świętować pierwszą miesięcznicę, odkąd Aganiok z nami mieszka, więc umówiliśmy się na przegląd w klinice.

- Popiołek po kuracji antybiotykowej, więc:
= przegląd ogólny: po infekcji nie ma śladu, serce i inne narządy wewnętrzne w porządku, waga niewiele wyższa niż ostatnio, temperatura i gardło normalne, niewielkie zaczerwienienie przy dziąsłach, więc odłożyliśmy czyszczenie kamienia na raz następny,
= dostaliśmy formularz, by uaktualnić mikroczipa: po wpłaceniu dziesięciu dolarów dane z wysłanej pocztą aplikacji zostaną wprowadzone do australijskiego rejestru zwierząt (www.aar.org.au)

- Aganiok po drugą szczepionkę, czyli:
= przegląd ogólny: nadal jest świetnie, waga się nie zmieniła, co nas zdziwiło, bo nam się wydaje, że sporo urósł (nadal 1.7 kg), wróciło kichanie i pojawił się kaszel (dziwny, podobny do zakrztuszenia się), ale podobno to taki wiek i przypadłości z baaardzo pojemnej grupy pt. cat flu (wrrrrr), mamy się zaniepokoić i zgłosić, jeśli wysięk z nosa będzie zielony lub żółty (bueeee),
= drugie szczepienie, czyli dwie strzykawy w kark (mruczał ;-),
= dostaliśmy zapas środka przeciwko robakom i pchłom razem (Revolution) na sześć miesięcy, czyli dla dwóch kotów na trzy (aplikacja na kark raz na miesiąc),
= lewe ucho ma brzydkie brzegi - albo pogryzły go sezonowe muszki, albo to uczulenie na coś, co rośnie w ogrodzie, albo (tfu tfu) roztocza - my zobaczyliśmy to dopiero dziś, więc mamy poczekać i obserwować - jak nie przejdzie, na kolejnej wizycie weźmiemy próbkę do laboratorium.

Dziś przyjęła nas Pani doktor - miła, uśmiechnięta, odpowiedziała na wszystkie pytania, a poza tym - była kiedyś w Krakowie i jej się podobało ;-))

Pobyt w dzielonej klatce znowu koty zniosły wzorowo, w gabinecie było grzecznie i przyzwoicie (no, może poza niedomytą po kupie rudą dupką - Pani doktor niewzruszona, nieco podgoliła, a ja obiecałam Aganiokowi na ucho, że tak się będzie kończyło każde niedomycie ;-)
Od Lawendowa Chatka2
Od Lawendowa Chatka2

W domu pożarły sporą porcję suchej karmy (biedusie, dawno niekarmione ;-), po czym... Aganiok padł na krześle pod stołem i śpi - spokojny, jak nie on.

20 listopada 2009

Obrazek dramatyczny na wskroś


Trwa wizyta kontrolna u weterynarza - Aganiok wcześniej już u weterynarza był - trafił do nas już po zabiegu sterylizacji.
Pan doktor zamierza sprawdzić, czy wszystko w porządku, czy po zabiegu wszystko już się ładnie wygoiło.

Zagląda, milczy, patrzy na nas z dziwną miną, zagląda znowu...
- Dziewczynka.

Gdyby po gabinecie latała mucha, efekt dramatyczny zostałby potężnie wzmocniony, nawet Popiołek zamarł na usłyszaną rewelację.

Pan doktor dobrze zrozumiał nasze miny, z przepraszającą miną sięgnął po golarkę, coby sobie pole widzenia oczyścić ;-)

Zagląda, milczy, patrzy na nas z dziwną miną, zagląda znowu...
- Dziewczynka.

Jako, że nadal nie słyszy pozytywnej reakcji, a nawet słyszy moje pytanie: Co zatem zostało odcięte podczas sterylizacji w zeszłym miesiącu i gdzie 'damski' szew na boczku - niezbędny w przypadku kotki?

Kolejne oględziny, cisza gęstnieje, napięcie sięga sufitu...
- No dobrze, chłopiec ;-) Ale taki mi się wydawał dziewczynkowaty ;-)

U weterynarza po raz pierwszy ;-)

Wybraliśmy się do kliniki weterynaryjnej w nowej ojczyźnie po raz pierwszy.
Dwa koty w domu, więc i lista potrzeb urosła nam długa długa:

- Popiołek po raz pierwszy, więc:
= do ogólnego przeglądu: to nie jest koci katar, narządy wewnętrzne w porządku, w przypadku groźniejszej wersji dużo by pił, Popiół ledwo co pije w ogóle, stracił na wadze, ma podwyższoną temperaturę, opuchliznę gardła i owrzodzenie na języku, dziąsłach i wargach, ma ślinotok, który niepokojąco brzydko pachnie (?), ale jest silny i niedługo powinno być ok,
= rozpoznać i zwalczyć choróbsko, co to go dorwało ostatnio: jest infekcja, więc dostał serię antybiotyków w takiej tubce ładowanej po porcji doustnie; następnym razem, jeśli pan doktor nie będzie zadowolony z wyników kuracji, zrobimy testy krwi; jak będzie zadowolony - zdejmiemy kamień z zębiszczy,
= po tutejszą kartotekę,
= uaktualnić mikroczipa: następnym razem, bo... Popiołka w Australii... nie ma według dostępnych danych kotów z mikroczipami??? ;-)

- Aganiok po raz pierwszy z nami, więc po wszystko, czyli:
= do ogólnego przeglądu: jest świetnie, serce i płucka w porządku, temperatura normalna, waga książkowa (1.7 kg), katar, wysięk z oczu i z nosa minęły jak ręką odjął już w drodze do weterynarza ;-), mam nie przerywać kuracji Tea Tree Oil ;-)
= do szczepienia - dziś dostał pierwszy komplet, kolejny za 3 tygodnie i ostatni za kolejne 3,
= do odrobaczenia - dostał środek 2 w 1, czyli przeciwko robakom i pchłom razem (Revolution),
= zielony tatuaż w uchu to znak, że kot jest wysterylizowany (normalnie jest to przekreślone kółko - Aganiokowa wersja nie jest zbyt udana ;-), mamy tylko nadzieję, że sterylizacja wykonana jest lepiej niż tatuaż ;-) )
= co do mikroczipa - Aganiok na razie jest za mały, może przy ostatniej szczepionce, czyli za sześć tygodni. Zwykle mikroczipy zakłada się kotom w wieku około sześciu miesięcy.

Pan doktor zapytał, co koty jedzą. Kiedy odpowiedziałam co i że wszystko w wersji dla dorosłych, pan doktor zasugerował, żeby dokupić dla Aganioka wersję dla kociąt.
- "Wersja dla kociąt daje więcej składników energetycznych".
- "Mhmmm. Jeszcze więcej?" - zapytałam i uśmiechnęłam się szeroko.
- "OK, skoro nie trzeba, to wystarczy to, co jest". ;-))

- "Acha, nasze koty piją mleko, bo lubią, a za wodą nie przepadają".
- "Nie muszą pić mleka, ale jeśli lubią..."
- "Lubią to za mało powiedziane - domagają się, kiedy my pijemy poranną kawę z mlekiem. Wolimy zatem dawać im mleko, nie kawę ;-))".

Na zakończenie pan doktor uprzedził, że Aganiok po szczepionce może być senny i osowiały.
- "Yhyyyy" - pokiwaliśmy głowami obydwoje z Najmilszym, mrużąc znacząco po jednym oku ;-)

Przy recepcji miło zaskoczył nas rachunek - jako urodzony skąpiec oczyma duszy swojej widziałam kwotę spooooro większą. Ufffff, możemy wrócić za trzy tygodnie ;-))

W domu po pierwsze wysnuliśmy metodę wychowawczo-rozwojową:
- chcesz z dwójki: jeden-syczy-drugi-wpada-w-chorobę-sierocą zrobić zgodny duet?
Zapakuj obydwoje do jednej klatki i potrzymaj ich tam co najmniej godzinkę nie mówiąc, gdzie jedziecie ;-)
Uwaga: działa lepiej, jeśli starszy w tej samej klatce został wcześniej wysłany na kolonię - najlepiej na sto dni, do innego kraju, na inny kontynent, w inną strefę klimatyczną i koniecznie samolotem z kilkoma przesiadkami ;-)

Po drugie: serca stopiły nam się na widok dwójki, co to zgodnie zjadła po saszetkowej porcji z dwóch misek, wypiła po porcji mleka z dwóch misek, po czym symultanicznie się umyła - każdy swoją buzię, łapki i cała resztę ;-))
Od Lawendowa Chatka
Od Lawendowa Chatka
Od Lawendowa Chatka