Pokazywanie postów oznaczonych etykietą worm farm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą worm farm. Pokaż wszystkie posty

12 listopada 2011

Zielony kącik

Wierni Czytelnicy naszego bloga wiedzą o tym, że odkąd zamieszkaliśmy w nowej ojczyźnie, nieustannie próbujemy wcielić się w rolę tutejszych ogrodników.

Hmmm, jak dotąd zapał wyraźnie góruje nad sukcesami, ale po pierwsze: jakieś sukcesy jednak udało nam się odnieść, a po drugie: zapału nam nie brakuje ;-)

Regularnie wymieniamy zmarnowane rośliny na nowe egzemplarze i staramy się uczyć na błędach. Do kolejnych prób zachęcają nas też zielone oferty w odwiedzanych sklepach, kąciki ogrodnika w dostarczanym do domu 'Messenger'ze' oraz... sąsiedzi, znajomi i... mijane ogródki.
A i pora roku robi swoje: jesienią wszystko zaczyna odżywać po upalnym, suchym lecie, a wiosną, jak to wiosną - nabiera się nadziei i ochoty na domowe plony, kiedy wokół wszystko kwitnie.

Tym razem bilans nie wypadł tak źle:

na zewnątrz:
- cytrusy całkiem nieźle przetrwały swój pierwszy rok z nami (dostały za to w ramach uznania nową warstwę podsypki i solidny haust nawozu od dziewczyn - dla niewtajemniczonych: tak pieszczotliwie mówimy o naszych dżdżownicach z przydomowej fermy),

Od Lawendowa_Chatka_2011

- frangipani mają już komplety tegorocznych liści,

Od Lawendowa_Chatka_2011

- ananasy całkiem całkiem,
- awokado zostało jedno i znowu nie wiem, czy przetrwa; co jakiś czas zakopuję zatem w ziemi kolejne pestki i nie tracę nadziei.
- Storczyki albo już przekwitają (cymbidium), albo prezentują pełnię kwitnienia (phalenopsis imieninowy), albo przynajmniej mają nowe odrosty. Fakt, dwa nie przetrzymały próby czasu i warunków domowych. Najnowszy nabytek rozwija kolejne z dwudziestu pąków, a my mamy nadzieję, że mu się w Chatce spodoba i pójdzie w ślady Imieninowego.

Od Lawendowa_Chatka_2011
Od Lawendowa_Chatka_2011
Od Lawendowa_Chatka_2011

- Przed domem cudnie kwitły lawendy i rozmaryny,

Od Lawendowa_Chatka_2011

- sukulenty i aloes mają się całkiem nieźle.
- Brzoskwinie odpuściły sobie tegoroczne owocowanie, za to małe nektarynki powoli rosną w siłę.

Od Lawendowa_Chatka_2011

Wewnątrz: zioła ostały się w jednej tylko doniczce w koszyku, ale idzie nam coraz lepiej i utrzymanie ziół i walka z insektami.
I właśnie ta jedna doniczka stała się naszą inspiracją przy projekcie Zielony Kącik - Wiosna 2011.

Najpierw Mistrz Projektów zajrzał do dziewczyn i uzgodnił, że zabierze im dolne piętro z wyprodukowanym hummusem,
potem Mistrz wymierzył kącik w 'pergoli',
potem pojechaliśmy do ulubionego Bunningsa, skąd przywieźliśmy sadzonki, plastikowe skrzynki, podstawki, worki z ziemią 'najlepszą dla warzyw' ;-),
potem dokonaliśmy przeglądu doniczek-co-to-się-ostały-i-nie-zostały-wyrzucone-przez-Naczelnego-Wyrzucacza-Rzeczy-Absolutnie-Niepotrzebnych (hmmmm, po raz kolejny, zatęskniliśmy do doniczek całkiem niedawno wyrzuconych...),
odwiedziliśmy jeszcze jeden sklep, skąd przyjechały z nami brakujące koszyki, małe skrzynki i nasiona.

Etapem najważniejszym - startowym, dla nowego domowego projektu było zbudowanie 'podestu' dla doniczek i skrzynek. Mistrz odpalił fachowe sprzęty... fiku miku i po chwili wniósł do 'pergoli' nowy mebel.

Od Lawendowa_Chatka_2011
Od Lawendowa_Chatka_2011
Od Lawendowa_Chatka_2011
Od Lawendowa_Chatka_2011

Kiedy powstawał podest, ja szybko wyniosłam stojące tam wcześniej doniczki, odkurzyłam i wyszorowałam podłogę. Relegowane rośliny przeszły od razu selekcję - kto się spisał i zostaje, a kto... oddaje doniczkę do ponownego wykorzystania.

A potem nastąpiła faza ogrodnicza, która nabierała kształtów przez kilka dni:
- tam, gdzie brakowało koszyków, pojawiły się koszyki,
- do 'ziołowych' doniczek trafiły sadzonki ziół,
- do koszyków trafiły nowe ziołowe doniczki.

Od Lawendowa_Chatka_2011
Od Lawendowa_Chatka_2011

Hummus został sprawiedliwie rozdzielony pomiędzy skrzynki: duże, średnie i najmniejsze, i doniczki: 'koszykowe' i tradycyjne. Wymieszany z ziemią 'najlepszą dla warzyw' przyjął nowe sadzonki i nasiona.

Od Lawendowa_Chatka_2011
Od Lawendowa_Chatka_2011
Od Lawendowa_Chatka_2011
Od Lawendowa_Chatka_2011
Od Lawendowa_Chatka_2011
Od Lawendowa_Chatka_2011

I tak oto w 'pergoli' rozpoczął swoje królowanie nasz kolejny projekt: Zielony Kącik.
Nasza przyszła plantacja to: bazylia słodka i tajska, dwie odmiany oregano i trzy - tymianku, dwie odmiany pietruszki, kolendra, koperek, dwie odmiany szałwii, szczypiorek, rukola, rzodkiewka i buraczki (z zamiarem wykorzystania raczej liści, do sałatek) plus (do drinków i sorbetów): mięta jabłkowa i melisa,
a także warzywa: pomidory, ogórki, cukinie, papryczki ostre i chili, cebulka.

Od Lawendowa_Chatka_2011

Plantacja posiana, posadzona, podlana, w dobrej żyznej mieszance, ustawiona schodkowo na nowym podeście, buziami do słońca, ale chroniona przez dach, szybę i daszek nad 'dodatkowym pokojem'.

Trzymamy kciuki za losy najnowszego projektu ;-D

14 marca 2011

Siedem pór roku za nami ;-)

Ostatni miesiąc był powrotem do przedHobbitowej rutyny. Wróciliśmy do zajęć, które na czas pobytu Gości straciły priorytet i zeszły na dalszy plan.
Gościnny stał się znów Study, wyniesione klamoty wróciły z Socjalu, sofa stoi złożona, a na niej siedzi Ozzie - misiek przedwyjazdowy ;-))

Skończyło się lato, ale na szczęście dni nadal są słoneczne i ciepłe, chociaż do sypialni wróciła kołdra (na szczęście na razie jeszcze nie ta wełniana ;-)); wieczory są już chłodne, poranki 'rześkie' (brrrrrrrrrr...).
Sad brzoskwiniowo-nektarynkowy skończył fazę owocowania, dziewczyny za domem wyprodukowały piętro hummusu, który trafił do beczek z cytrusami. Sukulenty przed domem chyba odchorowały swoje i wracają powoli do pełni świetności. Zmieliłam wreszcie cały zapas skorupek z jajek zebranych podczas wizyty Hobbitów i podsypałam pod rośliny, po trochę, to tu, to tam.

Tu odniosę się do komentarza @ni - w Australii wszystko, co się da uprościć, zostało uproszczone: zamiast wymawiać całe długie wyrazy, wymawiamy tylko ich 'najistotniejszą część' - po co się męczyć, skoro i tak wiadomo, że 'robe' to 'wardrobe', nie wspominając o zbitkach głosek zamiast całych zwrotów (zapomnij, że usłyszysz tu: How are you? ;-)). Jednym z takich ułatwień jest początek pór roku - co trzy miesiące, pierwszego, zaczyna się kolejna pora roku. Dlatego napisałam, że od 1 marca mamy jesień (któżby się tam przejmował kalendarzem i astronomią, skoro pierwszego łatwiej zapamiętać? ;-)

Miły Mój pracuje w zadziwiającym i imponującym tempie, ja... chodzę do biura ;-)) Na szczęście, dla urozmaicenia także 'studiuję' - poza perspektywą uzyskania dyplomu, który mam nadzieję podniesie moje notowania na lokalnym rynku pracy, mam też możliwość spotykania się z nowymi osobami, jest to też jakaś odskocznia od 'pracowej' rutyny. Czy wiele się uczę? Na razie trudno ocenić; ale już wiem, że jest inaczej, niż pamiętam to ze starej ojczyzny. Przeczytałam parę inspirujących artykułów, przejrzałam kilka ciekawych stron www i... uczę się przez doświadczanie ;-))

Najmilszy znów regularnie grywa w pokera, przypomniał się stęsknionym kolegom i spędza czas, tak jak lubi i tak często, jak ma na to ochotę i siły.
Wykupiony komplet biletów na koncerty obiecuje szereg udanych wieczorów ;-), z których pierwszy już za nami.

Pisanie na blogu, a tym bardziej pisanie obiecanych uzupełnień idzie mi tak sobie - ciągle kończy się na myśleniu życzeniowym, że może jutro pióro mi się rozpędzi ;-)) Dla równowagi - czytanie idzie mi podobnie, tj. jak po grudzie. To ewidentnie znak, że czas coś zmienić!

W tym bilansie zawiera się również, niestety, Czarny Poniedziałek, czyli starta jednego z Domowników - Aganioka....
Następca został wybrany i już wkrótce pojawi się w Chatce, co mamy nadzieję, pomoże uleczyć ranę i choć nieco rozwieje smutek i zapełni wielką pustkę po Nieobecnym. Wyszukaliśmy kota tak podobnego z wyglądu, jak tylko się dało, mamy nadzieję, że i z charakterem się uda. Chcemy zobaczyć za kilka lat, jaki byłby Aganiok, gdyby został z nami dłużej, jak wyglądałby jako dorosły kocur... Niełatwe zadanie dla Małego, ale damy radę.

Popiołek bez towarzysza zrobił się znowu megaprzylepą, rano żegna nas w oknie, albo staje w drzwiach utrudniając ich zamknięcie, włazi na kolana, kiedy tylko któreś z nas usiądzie, domaga się pieszczot i głaskania, miauczeniem zwraca na siebie uwagę, no i niestety - cały czas zdaje się szukać Aganioka - a to w ogrodzie za domem, a to przed domem. Niestety, widać też, że boi się wychodzić dalej...

Bilans zamyka tym razem długi weekend, w czasie którego pojechaliśmy na Przyprawę (kto czytał Kubusia Puchatka, ten wie ;-), do Bieguna nie Północnego, ale Południowego ;-)) - oczywiście, że napisałam osobny post, dlatego tu nie napiszę nic więcej ponad: Limestone Coast zostało zbadane ;-))

14 sierpnia 2010

Trzynastego w piątek...

...w sierpniu 2010 minęło czternaście miesięcy Chudzielce Story w Nowej Ojczyźnie - czas zatem na kolejny bilans.

Zima powoli zmierza ku końcowi (zwłaszcza dni o tym świadczą - słońce zaczyna już grzać w sposób przyjemnie przypominający o upalnych dniach), w ostatnim miesiącu było nam już tym łatwiej czekać na wiosnę, że kupiliśmy zestaw-nieprzyzwyczajonego-przybysza, czyli wełnianą kołdrę (500 gsm ;-) i grzejnik. Zestaw pokochali wszyscy domownicy, ale najbliżej włączonego grzejnika przysuwa się jednak... Aganiok ;-))

Od Lawendowa Chatka3

W ogrodzie odbyły się kolejne koszenia, ale również - w przerwie między opadami deszczu - osikanie ogólne, czyli aplikacja środka chwastobójczego na trawnikach, chodnikach i wzdłuż płotu. Sukulenty pięknie rosną (plus jedno kwitnienie jako bonusik ;-), nawet lawenda zbiera się do wiosennego kwitnienia - widać pozazdrościła sąsiadom - rozmarynom.

Od Lawendowa Chatka3
Od Lawendowa Chatka3
Od Lawendowa Chatka3

Krzewy kwitną do kompletu, drzewko od strony garażu pełne różowego kwiecia przypomina wiśnię, a wynajęta cytryna stoi dumna wystrojona w masę małych zielonych owocków (dojrzałe żółte zrywamy na bieżąco ;-). W beczkach stoi woda w oczekiwaniu na wiosenne wcielenie fazy drugiej projektu: cytrusy domowe. Wierzymy, że tym razem się uda ;-)) U dziewczyn miła niespodzianka - podczas przeprowadzania nowego tysiąca na górne piętro, Najmilszy zauważył przedstawicielki pierwszego, zeszłorocznego tysiąca - juuuupi, okazuje się, że części jednak udało się przetrwać smażalnię, prawdopodobnie w najdolniejszych warstwach najniższego piętra - różnica 'wzrostu' jest ponoć niesamowita. ;-)
W domu pojawiło się kilka mrówek, kilka much, gdzieś tam obudziły się pająki - nadchodzi czas ciepła, a co za tym idzie - czas aplikacji kolejnego środka - odstraszającego niechcianych owadzich gości.

W historii Lawendowej Chatki rozpoczął się kolejny rozdział - podpisaliśmy umowę wynajmu na kolejny rok - juuuuupi - na niezmienionych warunkach ;-)) Widać kolejne wizyty-inspekcje agenta (równiutko co trzy miesiące) potwierdziły opinię o nas jako wzorowych lokatorach ;-)) Czas zatem... zaplanować parapetówę ;-))

Szkoła trwa i uczy.

W historii zawodowej Najmilszego dobiega końca rozdział: Szkolenie i coraz bliżej do kolejnego: Firma. Jest już nazwa, plan, zaczątek sprzętu biurowego, księgowy oraz data startu ;-)) Sama nie wiem, które z nas jest bardziej przejęte ;-)) Kciuki przydadzą się jak zwykle.
Mój rozdział trwa i trwa, wypełniony drobnymi sukcesikami, powodami do satysfakcji, ale też... dziesiątkami systematycznie wysłanych aplikacji o pracę w otoczeniu bardziej nowoojczyźnianym. Zakończył się w nim niespodziewanie i całkiem niedawno jeden drobny podrozdział i cieszy nas to mimo wszystko - zawsze to jedna porcja stresu mniej ;-))

Razem z czerwcem zakończył się rok finansowy, a pod koniec lipca otrzymałam tutejszego odpowiednika PITa - rozliczenie zarobionych pieniędzy, zapłaconych podatków i składek na fundusz emerytalny oraz zaległy komplet odcinków płacowych. Odetchnęłam głośno, bo dokumenty te będą załącznikami do aplikacji, którą wyślemy w czerwcu przyszłego roku, o przyznanie pobytu stałego tzw. permanent residency. Patrząc na zestawienie zapłaconego podatku poczułam, że oto jakiś krok został wykonany w kierunku nowej ojczyzny - te parę tysięcy to przecież mój wkład we wspólne nowoojczyźniane dobro, odpowiedź na otrzymaną wizę, prawidłowa i obiecująca odpowiedź, mam nadzieję ;-))

14 marca 2010

Zmierzch lata, czyli dziewięć miesięcy za nami

Ależ ten czas galopuje! Dni mijają strasznie szybko, zwłaszcza odkąd zmieniliśmy kalendarze na tutejsze.
Wydaje się jakbyśmy zupełnie niedawno witali Nowy Rok na plaży, a tu... Wielkanoc za pasem. Tryb pracy full time (na pełny etat) (plus dojazdy autobusem...) pozostawia mały margines na nowiny i nie ukrywam, że powoduje to spory niedosyt. Z drugiej strony - staramy się celebrować weekendy i wolne dni.

Od pierwszego marca trwa jesień - pierwszy tydzień był niesamowity, bo spadła temperatura i wiało nieprzyjemnie zimnymi podmuchami znad oceanu. W dzień słońce już wróciło, w ten weekend nawet z powrotem wyskoczyliśmy ponad 30 stopni, ale noce są już zimne tj. poniżej 20 stopni. Chłodny wiaterek też wieje przez większość czasu. (Oczywiście wszystko naokoło krzyczą, że zdziwiam i jakie tam chłodno ;-). Dziś niby znowu spaliśmy z włączonym w sypialni wiatrakiem, ale z kołdrą przeprosiliśmy się już jakiś tydzień temu ;-)

Wczoraj wieczorem byliśmy na koncercie - VIII Symfonii G. Mahlera zwanej Symfonią Tysiąca. W ten sposób dobiegł końca słynny (ekhm, ekhm, na tutejszą skalę) Festiwal Adelajdzki, którego Mahler był godnym podsumowaniem. Koncertowi i festiwalowi poświęcę jednak osobny post.

Projekty w Lawendowej Chatce: nieustannie toczy się jeden projekt w odcinkach (coś na kształt Dynastii, tylko na żywo), czyli Najmilszy walczy uparcie i niezmordowanie z równie upartymi mrówkami w domu. Niesamowite, jakie one są sprytne ;-)

Od Lawendowa Chatka2

Ja znów powyrywałam wszystko, co uschło i założyłam nową wersję ogródka ziołowego, bo upały już chyba za nami. Dwa awokado dostały nowe doniczki i powędrowały na zewnątrz. Wymyśliłam sobie 'grządkę' z trzykrotki na obramowanie trawnika i wsadziłam do ziemi pierwszą partię, poza tym w końcu nagrandziliśmy (ale ciiiiiiiii, bo to kosztuje $5,000 kary) oleandrowe patyki w trzech kolorach - czekam na korzenie i planuję wsadzić w ogrodzie.

Od Lawendowa Chatka2
Od Lawendowa Chatka2
Od Lawendowa Chatka2

Kupiliśmy też fajny daszek na słupach i dzięki Mistrzowi Projektów zyskaliśmy jakby-nowy-pokój ;-)) Okazał się fantastycznie zgodny z charakterem Lawendowej Chatki i bardzo miło się tam teraz siedzi i popija ;-)) Na przykład domową lemoniadę ;-))

Od Lawendowa Chatka2
Od Lawendowa Chatka2

Czy pisałam już, że... zamordowaliśmy nasze domowe zwierzątka vel dziewczyny anorektyczki? Tak, po prawie trzech miesiącach stwierdziliśmy ze smutkiem, że styczniowa fala upałów ugotowała dziewczyny, bo słońce mija nasz dom teraz pod innym kątem i dawny cień już nie pada tam, gdzie padał... W ramach gwarancji (tak tak!) mają przysłać nowe 1000 zwierzątek, ale im jakoś powoli idzie, więc musimy chyba sami podjechać do sklepu.

Koty są już zamikroczipowane i zarejestrowane na specjalnej liście, najszczęśliwsze wtedy, kiedy otworzy im się drzwi frontowe - ogród za domem jest dla nich znacznie mniej atrakcyjny. Aganiok pasjami wędruje po drzewach sąsiadki, dwa razy go ściągałam stojąc na krześle, łapiąc za łapę i targając na klatę (obyło się bez szkód, jak dotąd, odpukać). Popiołek jest wzorcem i starszym bratem, ale już tłuką się na równych prawach, a nie jak dorosły z dzieciakiem.

Od Lawendowa Chatka2
Od Lawendowa Chatka2
Od Lawendowa Chatka2

27 września 2009

Czwarte mgnienie wiosny

Kolejny tydzień dobiega końca, za nami bardzo produktywny weekend.
Wprowadziliśmy dziś z Najlepszym z Moich Mężów nowe rozróżnienie czasowe: na co poświęcamy czas, gdy pogoda jest ładna, a na co - gdy jest brzydka.
Otóż, w pierwszym wypadku są to oczywiście wycieczki i poznawanie Nowej Ojczyzny, w drugim wypadku są to wycieczki... po zakupy. Hmmmm...

W ten weekend pogoda nie dopisała - było zimno, choć pokazywało się słońce, ale zwykle na krótko i po to, by zapowiedzieć deszcz. Planowana wycieczka do ogrodów botanicznych Cleland została przełożona na 18 października (w zeszłym roku o tej porze spacer się pięknie udał, wśród pięknie kwitnących roślin i w temperaturze około 25 stopni...).
Co zatem zrobiliśmy? Podsumowaliśmy, co by tu jeszcze można w Lawendowej Chatce upiększyć i wyruszyliśmy do sklepów.

Tutejszy odpowiednik Praktikera, czyli Bunnings powinien nas już uhonorować jakimś Dyplomem Wiernego Klienta - już sprzedawcy nas rozpoznają (tym bardziej, że zwykle męczymy ich pytaniami o różne dziwne rzeczy, zwykle dziwne dlatego, że tłumaczę w sposób opisowy ;-))
Każde z nas ma w tym sklepie swoje ulubione rejony - Mistrz Projektów uzupełnia narzędzia i materiały, ja zmykam do części ogrodowej. Dodam jeszcze, że jeździmy do kilku różnych sklepów o tej nazwie, bo w różnych lokalizacjach mamy ulubione działy ;-)

Kolejnym odwiedzanym przez nas regularnie miejscem jest IKEA, a zwłaszcza jej część wyprzedaży artykułów uszkodzonych. Tutaj przeceny rzeczywiście są przecenami, a okazje trafiają się naprawdę niezwykłe - towary przecenione 50% z powodu... uszkodzenia zewnętrznego opakowania ;-))
W ten sposób w kuchni w miejsce nielubianych zasłonek pojawiła się żaluzja, drugi zakup czeka na swój debiut, czyli montaż, więc jeszcze chwilę potrzymam Was w niepewności Drodzy Czytelnicy.

Od Lawendowa Chatka
Od Lawendowa Chatka

I jeszcze jeden sklep ulubiony: Cheap as Chips. Załoga z Jetty Road to super sympatyczni ludzie, na czele ze swoją Panią Manager. A towary? Wśród 90% marnej jakości tanich produktów, których raczej nie warto kupować, da się wypatrzyć rzeczy warte obejrzenia, jeśli nie kupienia, niektóre z nich są nawet takie same, jak w innych sklepach, ale o znacznie przyjaźniejszej cenie.
Nasz debiut w Cheap as Chips to zakup stołu do jadalni i sześciu krzeseł, które bardzo dobrze nam służą ;-) Narzędzia do ogrodu, wiszące koszyki w sercu domu, artykuły biurowe do posegregowania dokumentów, nowy zegar do kuchni, miski Popiołka itp itp., a szczególnie koszyki różnego rodzaju.

W sobotę odwiedziliśmy polecone ostatnio przez Piotrka Centrum ogrodnicze Cost Less Plants na Marion Road. Rzeczywiście, sporo tam roślin, sporo artykułów ogrodniczych i rewelacyjny sprzedawca, którego natychmiast nazwaliśmy na wewnętrzny użytek Szalonym Zielonym z Marion ;-)) Co do cen - szaleństw nie było ;-)) Kupiliśmy jedynie środek przeciwko mszycom, który w Bunnings okazał się... 6 dolarów tańszy...

Całkiem blisko domu, na rogu Morphet i Mooringe Road, mamy kolejne centrum ogrodnicze z niesamowitą ofertą doniczek wszelkich gabarytów, fontann i ozdób ogrodowych oraz ziemi, torfu, kompostu i różnych rodzajów tego, co tutaj zwie się mulch, czyli posypko-wyściółki układanej na ziemi, aby zatrzymać wilgoć i rozwój chwastów (pamiętacie naszą słomę fasolową?). Tutaj planujemy kupić ziemię do ciągle pustych beczek, które cierpliwie czekają w ogrodzie. W ramach zakupu można bezpłatnie wypożyczyć przyczepę na czas około dwóch godzin, by zawieźć towar do domu.

Od Lawendowa Chatka

Projekty domowe zrealizowane w czasie weekendu:

- Naczelny Inżynier dokończył mocowanie latającego dachu - teraz wiatr może sobie wiać, my już nie podskakujemy przy każdym stuknięciu, bo... nic już nie stuka,

Od Lawendowa Chatka

- drzwi frontowe zostały fachowo uszczelnione i wewnątrz jest spooooro cieplej, bo zamarły przeciągi ;-)
- ze specjalną dedykacją dla Olimpii Małej i Dużej - łazienka już się zamyka, klamka jest umocowana i zawiasy wyregulowane, nikt nieproszony nie wtargnie w trakcie korzystania z toalety ;-))
- w kuchni nie ma już ohydnej zasłonki - jest śliczna żaluzja ;-)
- drzwi do ogrodu za domem zamykają się i otwierają tak, jakby były zmienione na nowe, nawet Popiołek może sobie sam poszerzyć przejście, kiedy wychodzi na spacer (my zasuwamy, bo jest zimno ;-)).

Projekt ogrodowy zrealizowany w czasie weekendu: zakupione boronie (moja miłość od pierwszego zwąchania ;-) rosną już sobie w ogrodzie przed domem, pachną i cieszą oko.
Tu dostrzegam poważną słabość Internetu i bloga jako medium - tak żałuję, że mogę zamieścić zdjęcie, a nie mogę dołączyć próbki zapachu :-((

Od Lawendowa Chatka

Poza tym:

- beczki i cytrusy nadal czekają,
- przywieźliśmy do domu sadzonki truskawek i cukinii, które też na razie czekają,

Od Lawendowa Chatka

- kolekcja storczyków liczy już 7 sztuk i są to same cymbidia (na razie ;-)

Od Lawendowa Chatka
Od Lawendowa Chatka
Od Lawendowa Chatka

- nasza dżdżownicowa farma weszła już na drugie piętro ;-)
- Zaginiony Bruce się w końcu odezwał - zatrzymały Go deszcze, ma spiętrzenie w grafiku, ale o nas pamięta i postara się dotrzeć w tym tygodniu

- Popiołek rozwija się w nowej roli Kota Pozadomowo-Ogrodowego ;-0, czasem zdarza Mu się rozbrykać i wtedy... ucieka przed Pantusiem, który usiłuje zagonić kota z powrotem do domu. Szczególnie odważny Popiołek robi się wieczorową porą ;-)

Od Lawendowa Chatka

30 sierpnia 2009

Końcówka zimy

Zima nie daje za wygraną - deszcz pada i pada, temperatura krąży w okolicach dziesięciu stopni, wiatr chyba trochę odpuścił, ale nadal jest chłodno - golfik, w którym żegnałam w czerwcu Owocówkę nadal ratuje mnie przed okrucieństwami pogody ;-)
We wtorek oficjalnie witamy tu wiosnę - nowy sezon widać już w większości sklepów i nie mówię o ciuchach, a raczej o ogrodach i wszystkim, co wiąże się ze spędzaniem czasu poza domem.

Mam nadzieję, że wkrótce pójdziemy do pracy, bo na razie mamy masę wolnego czasu, więc jeździmy po sklepach i zwozimy różne dobra ;-)

W ramach asymilacji Miły Mój zaopatrzył się w podstawowy sprzęt przydomowy każdego Aussie - stał się dumnym właścicielem wypasionego grilla zwanego tutaj BBQ ;-)
Miły dokonał wyboru BBQ, więc ja mogłam wybrać domowe meble - juuuuupi - kupiliśmy pierwsze cztery z serii, która podbiła moje serce i za około 5-6 tygodni powitamy je w naszym domu.

Przebojem tego tygodnia są jednak... nowe zwierzątka domowe ;-) Dom z ogrodem inspiruje do wdrażania ekologicznych rozwiązań, więc po serii rozważań, poszukiwań w Internecie i konsultacjach w sklepie założyliśmy koło domu Worm Farm, czyli dżdżownicową fabrykę kompostu i płynnego nawozu ;-) Taka szybsza i łatwiejsza wersja tradycyjnego kompostownika.

Opatentowany zestaw składa się z podstawy na nóżkach (z kranikiem), przykrywki i trzech tac pomiędzy nimi; dołączona jest oczywiście instrukcja oraz torfowy podkład dla dżdżownic, które kupuje się osobno - w plastikowym wiaderku i wypuszcza do farmy. Potem już łatwo - owocowo-warzywne odpadki z kuchni oraz inne dobra organiczne zanosi się domowym zwierzątkom na pożarcie, one jedzą, rosną, mnożą się i... produkują naturalny nawóz. Jasne, że wszystko trwa, ale na razie przeżywamy nasz nowy ekologiczny projekt z zapałem godnym neofity ;-)

Od Lawendowa Chatka
Od Lawendowa Chatka
Od Lawendowa Chatka