Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Roaring 40's Cafe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Roaring 40's Cafe. Pokaż wszystkie posty

4 września 2011

I znowu przyszła wiosna...

... i znowu zakwitły bzy - nie, wróć!, bzy zakwitną pewnie u nielicznych, co to je tu mają, a i to za jakiś czas ;-)
Na razie przekwitły już migdałowce i nasz sad nektarynkowy, zakwitły lawendy, a na pozostałych roślinach widać pąki lub/i pędy kwiatowe: u cytrusów (zarówno u cytryny wynajętej, jak i u naszych drzewek ;-) ), u jednego cymbiduim, phalenpsisa imieninowego oraz u wszystkich prawie sukulentów.

Od Lawendowa_Chatka_2011
Od Lawendowa_Chatka_2011
Od Lawendowa_Chatka_2011
Od Lawendowa_Chatka_2011
Od Lawendowa_Chatka_2011

Wiosna oficjalnie rozpoczęła się w ostatni czwartek i jak na razie prezentuje się w pełnej krasie: na błękitnym niebie świeci słońce (temperatury w ciągu dnia sporo powyżej 20 stopni, noce coraz cieplejsze), rośliny rozkwitają, trawnik pięknie skoszony za domem w ostatni poniedziałek prezentuje już świeżutkie odrosty, a przed domem kusi oko wersją łąka, czyli bogactwem pięknych żółto-różowych chwastów (ich dni są już jednak policzone - zakupiliśmy odpowiednie płyny - nadciąga osikanie ogólne), ptaki wydają przeróżne odgłosy, koty rozpoczęły wymianę futra na model: sezon pełen słońca. Wczoraj zaliczyliśmy pierwszą wiosenną burzę.
Z pomarańczy zerwaliśmy do końca pierwszy domowy plon, czyli cztery pomarańcze.

Od Kulinaria

Tak było:
Od Lawendowa_Chatka_2011
A tak jest:
Od Lawendowa_Chatka_2011
Od Lawendowa_Chatka_2011
Od Lawendowa_Chatka_2011
Od Lawendowa_Chatka_2011

Dziś po jesienno-zimowej przerwie odwiedziliśmy Dolinę Barossa. Przepiękna pogoda mimo deszczowo-pesymistycznych prognoz dodała wycieczce wiele uroku.
Winorośl w wersji wiosennej pozwala zaobserwować, jak grube bywają czasem pnie (widzieliśmy dziś np. stuletnie Grenache), które odmiany mają obcinane zeszłoroczne odrosty, a które nie, jak mocuje się owe odrosty i na ilu poziomach, które rośliny już wypuściły liście itd. Przede wszystkim jednak pięknie widać symetryczne rzędy winorośli na tle zielonych wzgórz.

Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5

Mieliśmy do pokonania około 90 km na północny wschód od Adelajdy, by dotrzeć do doliny, skąd pochodzi kilka gatunków kojarzonych z Barossą, na czele ze światowej klasy Shirazami i Rieslingami. Na smak winorośli mają tu wpływ nie tylko śródziemnomorski klimat, ale i typy gleby (od typów gliniastych aż do piaszczystych), na których rodzą się i dojrzewają owoce do produkcji win czerwonych o pełnym aromacie (jagód, owoców pestkowych, lukrecji i czekolady) i delikatnych białych win (typowy dla chłodniejszego klimatu wyrazisty, cierpki smak, o wysokiej kwasowości). Najwięcej uprawia się tutaj odmian: Shiraz, Cabernet Sauvignon, Grenache i Merlot, a wśród białych przodują: Riesling, Semillon i Chardonnay.

W czasie wycieczek do Barossy zwykle odwiedzamy 'stare' miejsca oraz kilka nowych. Dziś miejsca nowe zdecydowanie przeważyły.

Wycieczkę rozpoczęliśmy od degustacji w Liebichwein - bardzo sympatyczna wizyta, dobre wina i okazja, by rzucić okiem na drzewa karobowe - zielone przez cały rok, o gęstej okrywie okrągławych błyszczących liści.

Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5

Potem pojechaliśmy rzucić okiem na krzewy winorośli koło centrum Jacob's Creek. Z krzewów radośnie zieleniły się ku nam małe, mniejsze i nieco większe listki, choć były i krzewy, na których pączki jeszcze spały.

Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5

Kolejny przystanek to degustacja w winnicy Turkey Flat. Urokliwe, pięknie położone miejsce, fantastyczna obsługa (połączenie fachowej wiedzy z darem jej przekazywania) i świetne wina. Anegdotka? Proszę bardzo: ominęliśmy początek listy degustując czerwone skarby, po czym, zachęceni opowieścią, wróciliśmy do białego i różowego, które... trafiły na listę zakupów. Polecamy: i wizytę, i wina - fachowcy z Turkey Flat kochają swoją pracę, tworzą interesujące mieszanki i, co ciekawe, nie obawiają się polecać swoim gościom odwiedzenia innych miejsc ;-)

Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Zdjęcia_Bloggera_5

Skorzystaliśmy zatem z podpowiedzi i odwiedziliśmy Artisans of Barossa. Strzał w dziesiątkę!
Centrum działa od marca 2011 i prezentuje wyroby siedmiu winnic z Barossa i sąsiedniej - Eden Valley. Każdego dnia do degustacji wystawiane są po dwa wina każdego z producentów. Można złożyć zamówienie na wszystkie dostępne rodzaje, ale próbuje się wyznaczonych na dany dzień gatunków.
Ojjjj, popróbowaliśmy!

Od Zdjęcia_Bloggera_5

Można powiedzieć, że dziś poprzeczka podnosiła się z wizyty na wizytę.
Shiraz za A$ 130.00 pokazał, na czym polega różnica w cenie ;-)) Na szczęście spomiędzy 45 a 60 dolarów ja osobiście wybrałam wino tańsze. Ha, może i tańsze, ale jego twórca swoją wiedzę zdobywał i szlifował przez długie lata tworząc bukiety Penfold'sa ;-)

Kropką nad 'i' były dziś wina słodkie, choć niekoniecznie jest to częsty wybór - Semillon i Viognier zwany 'deserem w butelce'. Najmilszy zdał się na mój wybór, mimo że jako jedyna wskazałam na Viognier (tak, tak, to skutek czaru, jaki rzuciła na mnie pierwsza malutka butelka tego wina od w/w Penfold'sa ;-).

I znowu: rozmowy, rozmowy, rozmowy - opowieści ubarwiały próbowane wina i udowadniały, że znowu spotkaliśmy nie tylko fachowców, ale i pasjonatów. Wina Siódemki można kupić w centrum lub w sklepach-butikach z winem w Adelajdzie, albo zamówić przez Internet.

Po tej degustacji mogliśmy już tylko pojechać... do Angaston do Ryczących Czterdziestek na kilkakrotnie już wcześniej wypróbowaną pizzę ;-) Trasą widokową na smaczny i sycący popołudniowy posiłek, który zamówiliśmy i na który czekaliśmy przeglądając, jak zwykle tam, książki kucharskie ;-)

Od Zdjęcia_Bloggera_5
Od Kulinaria
Od Kulinaria

Do domu wracaliśmy ścigając się ze słońcem, które zbliżało się do linii horyzontu szybciej niż my do Lawendowej Chatki malując czyste niebo na optymistyczne kolory.

To była piękna niedziela ;-)


31 lipca 2010

Wyprawa do Doliny Barossa

Nadeszły urodziny Łukasza B. i Chantel wymyśliła, że spędzimy ten dzień w większej grupie wyjeżdżając do Dolinny Barossa na degustacje win w różnych miejscach. Wynajęła większy samochód i pojechaliśmy.
Pogoda nie zapowiadała się zbyt obiecująco - było chłodno, a niebo mocno zachmurzone chmurami ciężkimi od deszczu. Nic to, pojechaliśmy trzymając kciuki.

Pierwszy postój odbył się w Seppeltsfield Winery

My z Najmilszym byliśmy tam już, i to nawet całkiem niedawno, ale powrót był sympatyczny, bo i wino dobre, i obsługa fachowa i miła. Pogadaliśmy, popróbowaliśmy win z tutejszej winnicy, obejrzeliśmy kącik z winem i drugi - o charakterze muzealno-skansenowym. Usiedliśmy na bossskiej ławeczce (ahhhh, jak miło byłoby taką mieć u siebie), pospacerowaliśmy nieco po przepięknym terenie piknikowym, pomiędzy drzewami, podziwiając widoki i... ruszyliśmy dalej. 

Nota bene: tutejsza toaleta też jest warta odwiedzenia ;-)

Od Zdjęcia Bloggera 4
Od Zdjęcia Bloggera 4

Kolejny przystanek to Barossa Valley Estate. Wnętrze o zupełnie innym charakterze, z częścią restauracyjną. 

Popróbowaliśmy wina, popstrykaliśmy zdjęcia i... dalej w drogę.

Od Zdjęcia Bloggera 4
Od Zdjęcia Bloggera 4
Od Zdjęcia Bloggera 4

Taaak, tu chcieliśmy przyjechać w odwiedziny - Penfolds Wines - po pierwsze była to dla nas pierwsza wizyta w tym miejscu, po drugie - wypiliśmy już trochę wina tej marki, po trzecie: i wino, i podejście marketingowe tutaj wyraźnie wybijają się na plus. 

W centrum można obejrzeć nie tylko aktualną ofertę handlową (wow, sporo butelek ma ceny trzycyfrowe i to dość wysokie), ale i materiały promocyjne, gadżety winiarskie oraz osobną salę, gdzie prezentowane są wina - zdobywcy nagród, tytułów i medali. 
Załoga bardzo sympatyczna i profesjonalna, oferta... kusząca, chociaż tanio tu nie jest ;-)

Od Zdjęcia Bloggera 4
Od Zdjęcia Bloggera 4
Od Zdjęcia Bloggera 4
Od Zdjęcia Bloggera 4

Zbliżała się pora lunchu i w poprzednim miejscu polecono nam wizytę w Saltram Wine Estates, gdzie oprócz degustacji wina będziemy też mogli coś zjeść. 

Hmmmm, mimo wszystko poprzestaliśmy na degustacji... 
Hmmmm, i poczuliśmy różnicę - w sensie: zatęskniliśmy za smakami z poprzedniego miejsca...

Od Zdjęcia Bloggera 4
Od Zdjęcia Bloggera 4

Na lunch pojechaliśmy do pizzerii sprawdzonej wcześniej przez Solenizanta - w sercu Angaston mieści się słynna już z dobrego jedzenia i nagrodzona wielokrotnie Roaring 40's Cafe (Ryczące Czterdziestki ;-). 

Wnętrze godne pizzerii, w kącie regał pełen książek kucharskich - cały wachlarz kuchni międzynarodowych oraz mój hit - Zarządzanie kuchnią i domostwem z lat sześćdziesiątych - zdjęcia w środku - bezcenne. Przepisy i instrukcje dotyczące technik kulinarnych ciekawe zalecenia dla pań domu - godne zdjęć ;-). 

 Za oknem wiał wiatr i padał deszcz, otaczały nas smakowite zapachy, brzuchy burczały na znak, ze pora jak najbardziej odpowiednia na posiłek, a do stolika dotarła porcja dla Solenizanta i Kierowniczki Wycieczki oraz jedyna przystawka... 

Od Zdjęcia Bloggera 4
Od Zdjęcia Bloggera 4
 

Wrrrr, ojjjj, próba była surowa, bardzo surowa, ale na szczęście zaserwowane pizze wynagrodziły męki oczekiwania. 

Suuuper: sprawdziliśmy:
- burgery wołowe z frytkami,
- pieczywo czosnkowe
oraz pizze:
- BBQ Chicken & Bacon (kurczak i boczek z grilla),
- Mediterranean (Śródziemnomorska),
- Barossa Valley Blend (smak z Doliny Barossa - feta i mozarella z karmelizowanymi szalotkami, kaparami i tymiankiem pod pierzynką z rukoli w sosie z oliwy i cytryny - mmmmm...)
oraz
- Best of the Best S.A. Seafood (najlepsze z najlepszych owoce morza w Południowej Australii - na podkładzie z sosu pomidorowego grilowane kałamarnice, przegrzebki i krewetki - w tym królewskie - z oregano i koperkiem, w towarzystwie muszli z kolendrą, chilli, sosem z limonki i rybnym posypane wiórami (!) sera pecorino. 


Od Zdjęcia Bloggera 4
Od Zdjęcia Bloggera 4
 

Słowem: lunch godny okazji i próbowanych win ;-)

Ostatnim punktem dzisiejszej wycieczki była wizyta w (też odwiedzonej przez nas już wcześniej i gorąco polecanej przez Najmilszego) winiarni Wolf Blass

Stylowe, nowoczesne wnętrze, rozpoznawalne etykiety i kolejna udana degustacja oraz zakupy ;-)) 
Oprócz wizyty w sklepie zajrzeliśmy też do sal poświęconych historii tej marki oraz technologii produkcji wina i beczek.

Od Zdjęcia Bloggera 4
Od Zdjęcia Bloggera 4
Od Zdjęcia Bloggera 4

Od Zdjęcia Bloggera 4
Od Zdjęcia Bloggera 4
Od Zdjęcia Bloggera 4
 

Nad Doliną Barossa chwilami świeciło słońce, chwilami padał deszcz, na pożegnanie pokazała się wyraźna tęcza, która przez kolejne kurtyny deszczu odprowadzała nas w kierunku Adelajdy. Tu na razie deszcz nie dotarł i dobrze, bo świetnie wiedzieliśmy, co można zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem: uzupełniliśmy zatem zapasy przez dotarciem do domu Solenizanta, gdzie dołączyły do nas posiłki zarówno osobowe, jak i kulinarne. 

Przebojem stołu było pieczywo autorstwa Wojtka, który za swe piekarnicze cuda (chleby na zakwasie) został ostatnio nagrodzony pierwszym miejscem w kategorii: pieczywo na zakwasie na australijskim konkursie piekarniczym w Sydney oraz przygotowane przez Niego marnowana papryka oraz pasta z grillowanych bakłażanów z czosnkiem w japońskim majonezie.

Świętowaliśmy długo w noc przy niezawodnym karaoke przeplatając przeboje polskie angielskojęzycznymi oraz kolejnymi toastami dla Solenizanta. 

Zaproponowana formuła obchodzenia urodzin okazała się znakomita ;-)